sobota, 19 lipca 2014

LUSH Angels On Bare Skin - czyścik do twarzy

Ostatnio pisałam Wam, że dla odmiany od mydła Aleppo, którego w zasadzie używam już od marca (recenzja będzie niebawem zapewne) kupiłam sobie dwa czyściki do mycia twarzy z Lush. O Let The Good Times Roll pisałam tutaj, dzisiaj nadeszła pora na recenzję Angels On Bare Skin.
Produkt, podobnie jak w przypadku jego miodkowo- ciasteczkowego brata zamknięty jest w czarnym plastikowym opakowaniu z nakrętką, na której mamy wypisane wszystkie składniki użyte do zrobienia tego cudaka. Widnieje też informacja, że za 5 zużytych opakowań tego typu dostaniemy w sklepie dowolną maskę do twarzy. Cały produkt ma 100 gram.
Po odkręceniu widzimy breję z dziwnymi nasionami... Niestety zapach jak dla mnie do przyjemnych nie należy, najzwyczajniej w świecie mówiąc - śmierdzi.
Wybaczcie, ale zapomniałam zrobić zdjęcia na dłoni, żeby Wam pokazać dokładnie, jaka to jest konsystencja, ale możecie mi wierzyć na słowo, że jest bardzo sypka, zdecydowanie nie jest tak zwarta jak w przypadku LTGTR.
Użytkowanie takie samo, jak LTGTR, czyli bierzemy trochę na dłoń, rozrabiamy z wodą i tym myjemy sobie buzię. Niestety jest to trochę utrudnione, ponieważ sypkość produktu powodowała, że dosłownie wylatywał mi z rąk. Stosowałam codziennie rano do mycia twarzy i niestety nie mogę się wyrazić pozytywnie o tym czyściku. To znaczy opakowanie na plus, działanie - bardzo fajne, skóra była dobrze oczyszczona i odświeżona, zawartość ziarenek i innych takich drobnych dziwnych rzeczy powodowała, że twarz była jak po peelingu, no i nie zostawiał takiej nawilżającej dziwnej warstwy, jak LTGTR, ALE minusów jest więcej: sypkość, która powoduje niewygodę w używaniu, smród, jak za pierwszym razem użyłam, to jakoś mi nie przeszkadzało AŻ tak mocno, ale już za drugim razem słabo mi się robiło; i wydajność - niestety jest słabiutka, bo czyścik starczył mi tylko na 10 dni codziennego porannego zastosowania, co przy jego cenie jest karygodne. Pomijam już wygląd Aniołków, nie będę się o to czepiać, ale jak dla mnie to wygląda jak krowia kupa (przepraszam). I niby działanie jest, ale też nie powalające, za to wszystkie minusy sprawiają, że ten produkt na pewno nie pojawi się ponownie u mnie w domu. Nie zjadę go totalnie, bo jednak jakoś tam działa, ale nie zasługuje na pewno na miano must have. Nie dla mnie.
A Wy miałyście z nim do czynienia? Co sądzicie o tym czyściku?
Moja ocena: 4/10

29 komentarzy:

  1. nie miałam jeszcze nic z Lush, kusza mnie ich produkty jednak te czyściki nie całkiem do mnie przemawiają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja je kupiłam głównie z ciekawości, zapewne LTGTR kupię jeszcze kiedyś, ale tego niestety nie, bo za wielkim jest smrodkiem:)

      Usuń
  2. Miałam chęć, ale skoro śmierdzi to mnie skutecznie zniechęca :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja generalnie jestem dziwna, jeśli chodzi o zapachy, więc dla mnie on cuchnie, ale może dla kogoś innego będzie piękny:)

      Usuń
  3. Dużo osób go chwali, ale opis zapachu zniechęca:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do działanie ma dobre, ale co z tego, jak nie odczuwa się przyjemności z używania, bo zapach mdli? :)

      Usuń
  4. mój ulubiony do tej pory( nie miałam jeszcze większości ) zapach mi też jakoś szczególnie nie przeszkadza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ukrywam, że działa fajnie, no ale mnie dosłownie dławi, jak go używam, więc niestety nie mam ochoty więcej go używać:)

      Usuń
  5. Z tą firmą nie miałam jeszcze do czynienia :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mało co wypróbowałam, dzisiaj kupiłam peeling do ust i już mi się podoba:)

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Dla mnie też nie bardzo.

      Usuń
    2. Bo zapach, działanie, czy dostępność? :)

      Usuń
  7. Ja nie miałam nic z Lusha ale kuszą mnie te kosmetyki ! I mimo wszystko z przyjemnością bym wypróbowała ! Może u mnie spisałby się lepiej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, on nie jest kiepski w działaniu, właściwie to jest naprawdę w porządku, no ale niestety minusy u mnie przeważają, a szczególnie ten smrodek, więc to nie jest doznanie, które chciałabym powtórzyć:)

      Usuń
  8. Działanie ma fajne...
    Mnie przeszkadza śmierdzący zapach, to ze nie sie sypie i większość ląduje w umywalce i te kawałeczki kwiatów lawendy... Nie ... Nie przepadam za nim.
    Chociaż dla mnie był/jest wydajny. Starczyl mi na długo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, działanie fajne, no ale najpierw nozdrza muszą się zderzyć z tym ohydnym smrodem, a to już dla mnie wielka przeszkoda w stosowaniu.
      Mi starczył tylko na 10 dni używania o poranku, nie wiem, może też trochę dlatego,że już tak nienawidziłam tego smrodku, że chciałam jak najszybciej zużyć? A może po prostu przez tą sypkość, że połowa mi wylatywała przez palce... No ale cieszę się, że się skończył:)

      Usuń
  9. Zgadzam się, w działaniu jest bardzo w porządku, jednak zapach nie zachęca. Ja stawiam na działanie dlatego mam to w nosie. Teraz zaczęłam przygode z Lushowym kosmetyczny wohownikiem (cosmetic warrior) zapach pzreraża, czosnek, te sparwy. Jednak efekty po pierwszym użyciu były wspaniałe, więc z przyjemnością uzywam go dalej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie zapach kosmetyku również odgrywa rolę, bo jednak używam tego wszystkiego nie tylko dla działania, ale też dla przyjemności, a jak coś śmierdzi i dusi, to przyjemności z tego nie mam, więc choćby działał super to chyba i tak się nie pokuszę o kolejne opakowanie. Nie znam Cosmetic Warrior, ale jak jest w nim czosnek i jest śmierdziuszkiem gorszym od Aniołków to spasuję:) Nie chcę się znowu męczyć:)

      Usuń
  10. O qrcze, to u Ciebie on miał bardzo malutką wydajność :( no a zapach, no cóż, jak pisałam u siebie, mi też zwyczajnie śmierdzi. Ale wybaczam bo działał, no przynajmniej do czasu jak coś nowego go nie zdetronizuje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zdecydowanie bardzo malutką, 10 dni to śmiech na sali, no ale ja tam się cieszę, że się skończył, bo przynajmniej nie muszę się męczyć z tym śmierdziuchem:)

      Usuń
  11. Nie byłam jego fanką. Zapach dla mnie do przeżycia, ale działanie raczej mizerne. Wolę Popcornika i Buche :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie miałam tych dwóch, które Ty wolisz:) Ogólnie wiem, że nie stanę się wielką fanką Lusha, mi tam wciąż jakoś dziwnie pachnie u nich, a poza tym naturalne składniki nie służą mojej skórze - wolę chemię i te sprawy, przynajmniej widzę, że coś działa:)))

      Usuń
  12. Jak coś śmierdzi, to ciężko jest to używać ;) Ja przynajmniej nie potrafię się zmusić do używania czegoś co mi podśmierduje :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, to prawda, chociaż jeśli daje spektakularny efekt to może bym się przebiedziła, ale jak daje taki tam tylko 'jakiś' efekt, ale śmierdzi, to to jest dla mnie za mało, żeby coś używać:)

      Usuń
    2. Dokładnie, poświecić się można tylko dla efektu 'wow' :)

      Usuń
    3. Zgadzam się, a jak nie ma wow, to śmierdziuchów nie kupujemy:)))

      Usuń
    4. Dokładnie, śmierdziuchom mówimy stanowcze nie :D

      Usuń
    5. Haha, to tak jak temu kremowi z Nuxe'a, co już go przez okno chciałam wywalić, bo tak śmierdział:) No i podobne odczucia mam do ich olejku:)

      Usuń