niedziela, 19 lutego 2017

Shiseido Bio Performance Super Corrective Eye Cream

Strefa podoczna jest moją okolicą problematyczną, bo z racji genetyki i częstego uśmiechania się mam na niej zmarszczki mimiczne, których za wszelką cenę chciałabym się pozbyć. Wybieram więc kremy przeciwzmarszczkowe, nawilżające, ujędrniające, cuda-robiące i takie inne. Chciałabym więc dzisiaj przybliżyć Wam jeden z kremów, który wybrałam do walki o piękną skórę pod oczami.

środa, 15 lutego 2017

Mac Pink Pearl Pop

Zaniedbałam strasznie wpisy pomadkowe, a przecież mam Wam jeszcze tyle do pokazania! Dzisiaj więc żeby trochę nadrobić temat pokażę Wam Pink Pearl Pop, do której sama nie byłam na początku przekonana, a jak jest teraz? Czytajcie dalej, aby się dowiedzieć.

sobota, 11 lutego 2017

Lancome Hypnôse Volume-à-porter Mascara

Od wielu miesięcy nie zamieściłam tutaj żadnej recenzji tuszu do rzęs. Podejrzewam, że głównie wynikało to z faktu, że nie znalazłam niczego na tyle świetnego, że uznałabym, iż warto o tym napisać. Ale dzisiaj przychodzę z bombą tuszową w moim odczuciu i nieskromnie powiem, że chyba do tej pory najlepszym tuszem, jaki miałam okazję używać. Poczytajcie więc o Lancomowym Hypnôse Volume-à-porter.
Zacznę od tego, że moje opakowanie jest wersją miniaturową 2 ml, niestety nie znalazłam nigdzie informacji, ile ma pełnowymiarowy produkt. Z racji tego nie będę się jakoś szczególnie rozwodzić nad samym opakowaniem, bo uważam, że pełen wymiar po prostu wygląda lepiej, ale swoją miniaturę, jak i jeszcze kilka innych kupiłam w zestawie jako jeden z gratisów, więc nie będę marudzić.
Co ten tusz w ogóle ma robić? Może przytoczę to, co zostało napisane na Wizażu: " Marka Lancôme stworzyła produkt, który podkreśla siłę spojrzenia – tusz do rzęs Hypnôse Volume-à-porter. Kaszmirowa miękkość rzęs. Objętość rzęsa po rzęsie. Nowa maskara Hypnôse Volume-à-porter zaledwie jednym ruchem pozwala nadać rzęsom widoczną objętość. Stają się one wizualnie gęstsze i wydłużone, zachowując przy tym swoją naturalną elastyczność. Hypnôse Volume-à-porter to połączenie delikatnego aplikatora oraz unikatowej formuły, wzbogaconej o lateks i komórki macierzyste róży. Dzięki temu makijaż nie osypuje się i nie kruszy przez wiele godzin. Rzęsy pozostają intensywnie czarne, miękkie i wydłużone." Tyle obietnic producenta.
Szczoteczka jest silikonowa z wypustkami i prosta, nie ma tu żadnych udziwnień. Uważam, że nabiera odpowiednią ilość tuszu i nie ma żadnego problemu z rozprowadzaniem go na rzęsach. O grudkach można zapomnieć, rzęsy są doskonale wyczesane i pięknie podkreślone. Tak samo czerń jest czarna, a nie szara. I o czym trzeba wspomnieć - ta czerń nie blaknie w ciągu dnia. Spotkałam się bowiem z tuszami, które na początku po nałożeniu są czarne, a po jakimś czasie blakną i makijaż nie wygląda już tak cudownie.
Maskara ta pięknie przytrzymuje skręt zalotki. Jej konsystencja nie obciaża rzęs, tylko powoduje, że one wciąż są miękkie i sprężyste - takie dość naturalne w odczuciu, jeśli je dotkniemy.
Efekt, jaki daje Volume-à-porter jest mocny, wyrazisty, rzęsy są bardzo wydłużone i pogrubione, chociaż u mnie właśnie rzuca się w oczy ich długość, bo raczej mam dość cienkie rzęsiska, jednak wciąż możecie zobaczyć, że efekt jest naprawdę klawy:
Co do trwałości to jest całodniowa, nie ma żadnego osypywania, rozmazywania, odbijania się, słowem nic, do czego mogłabym się przyczepić. Ta maskara po prostu wygląda pięknie i trwa cały dzień aż do demakijażu. Nie wiem, czego mogłabym więcej chcieć? Dodatkowym plusem jest jej zywotność. Otóż mam miniaturę, którą używam codziennie już ponad miesiąc i nic się z nią jeszcze nie dzieje, a na przykład pełnowymiarowy tusz Max Factor 2000 Calorie wytrzymuje mi tylko do miesiąca, a potem zasycha i efekt jest mizerny. W tuszu z Loreala So Couture też żywotność była słaba. Owszem, mi tusze przeważnie starczają max na 2 miesiące, a w większości na 1,5 miesiąca, ale mówimy o tutaj o miniaturze porównanej z pełnym wymiarem, więc tym bardziej jestem zaskoczona i zadowolona. Ośmielę się stwierdzić, że jest to najlepszy z tuszy, jakie do tej pory używałam i nie wiem dlaczego odkryłam go dopiero teraz.
Muszę jednak wspomnieć o jednej rzeczy. Otóż słyszałam wielokrotnie, że wersje miniaturowe produktów (szczególnie tuszy) są czasem o wiele lepsze, niż pełnowymiarowe. Nie mam zielonego pojęcia, dlaczego tak jest, ale przyznaję sama, że raz taki przypadek miałam z tuszem Maca, także muszę dołączyć się do dziewczyn niezadowolonych z tego faktu, a tym samym kiedy będę odkupywać Hypnôse Volume-à-porter na pewno skuszę się znowu na miniaturkową wersję, bo trochę boję się kupić pełen wymiar i być potem niezadowolona. Jednak ten produkt, który posiadam - w tym opakowaniu, w tej pojemności jest dla mnie ideałem i naprawdę wiele będzie trzeba, żeby coś go przebiło (no dobra, Doll Eyes który miałam poprzednio też jest spoko, ale nie jest aż tak super jak ten). Także od siebie mogę ogromnie polecić Volume-à-porter i u mnie na pewno zobaczycie go jeszcze nie raz.
Też odnosicie takie wrażenie, że miniatury produktów są lepsze niż faktyczne produkty? Miałyście przyjemność z Hypnôse Volume-à-porter?
Moja ocena 10/10

niedziela, 5 lutego 2017

Urban Decay Naked Skin Foundation

Miało być dzisiaj o nowościach stycznia, ale tak mało ich było, że doszłam do wniosku, iż lepiej będzie napisać o czymś bardziej interesującym. A co jest dla mnie interesujące? Podkłady wszelkiej maści. Także dzisiaj będzie o jednym z nich. Zapraszam do lektury.