czwartek, 1 października 2015

Zużycia września

Wrzesień już za nami. Dla mnie to był chyba najbardziej stresujący miesiąc w ciągu ostatnich 5 lat, ale mam nadzieję, że powoli wszystko się zacznie układać. Jednak ja nie o tym miałam, dzisiaj chciałam pisać o śmieciach zeszłomiesięcznych, także zapraszam na przegląd.
Po kolei:
* Dove Silk & Shine szampon i odżywka - pomyliły mi się przy zakupie z serią Nourishing Oil niestety i wzięłam te zamiast, są w działaniu trochę słabsze, wciąż jest ok, włosy są czyste i pachnące, ale nie zauważyłam jakiejś spektakularnej różnicy w lśnieniu, czy w miękkości moich kudłów.
* Dove Pistachio cream with magnolia - bardzo przyjemny żel do mycia ciała, wydajny, ładnie pachnie, pieni się, myje, wrócę do niego na pewno.
* Gillette Satin Care Aloe Vera - niby fajny produkt, ułatwia poślizg maszynki na nogach, a jednak ja chyba jestem jakaś dziwna, bo czy użyję taki produkt, czy nie, to i tak mam syry pocięte, także nie wiem, ale chyba po prostu nie umiem sobie golić nóg, jeśli chodzi o działanie łagodzące tego produktu, to można między bajki włożyć, przecież zmywamy to ze skóry, ale pewnie będę kupować dalej różne wersje, bo na sucho golić nogi się boję. :)
* Batiste Cherry - bardzo ładnie pachnący suchy szampon kupiony sto lat temu, kiedy miałam taką wizję, że będę myła włosy co dwa dni, a w ten dzień, w który nie myję, to sobie psiknę suchego szampona i będzie cacy, stwierdziłam jednak, że nie lubię nie mieć umytych włosów i wróciłam do codziennego mycia, także produkt ten przeleżał w szufladzie jakieś 8 miesięcy, w końcu się zebrałam i zużyłam resztkę, fajna rzecz, kiedyś sobie chwaliłam, chociaż teraz stwierdzam, że chociaż działanie te produkty mają spoko, to wkurza mnie ten biały puch, który na włosach zostawiają i trzeba spędzić dużo czasu, żeby to wyczesać/rozprowadzić.
* Dove Youthful Vitality Thickening Essence - to taka podróbka trochę Thickening Spray z Bumble&Bumble, ale niestety nawet w 1/10 nie jest tak dobra, aplikacja jest identyczna, ale niestety Dove powoduje, że włosy stają się takie twarde, jakby klejące, pozlepiane, nie wiem, jak to opisać, nieprzyjemne uczucie, także wyrzucam 3/4 opakowania, bo nie będę się z tym męczyć.
* Tołpa Dermo Face Rosacal - płyn micelarny, który jeszcze ostatnio wszystkim wszem i wobec zachwalałam, teraz niestety moje zdanie się trochę zmieniło, nie wiem, czy mam felerną sztukę, czy co, ale niestety ten egzemplarz nie zmywał makijażu dokładnie, to znaczy zmywał, ale musiałam się namęczyć, zapach jak zwykle boski, ale miałam też wrażenie, że podrażniał mi czasami oczy (nie wiem, czemu nie zawsze, może tylko wtedy, gdy więcej się dostało do oczu), chyba kupię ponownie, ale już nie milion opakowań na zapas, jak miałam pierwotnie w planach, tylko max. 2 jak będę w Pl.
* LPR Effaclar - bardzo przyjemny żel do mycia twarzy, dosyć wydajny i dobrze oczyszcza skórę nie przesuszając jej, chociaż nie jest przeznaczony do mojej cery, myślę, że kiedyś jeszcze się na niego skuszę.
* Insta Natural Retinol Serum - bardzo wydajny produkt, używałam go 4 miesiące, mam wrażenie, że trochę pomógł mi usunąć przebarwienia z twarzy (chociaż nie mam ich za wiele), ale cera jest jaśniejsza i taka promienna, wkrótce pełna recenzja.
* MAC Strobe Cream - miniaturka starczyła mi na 3,5 miesiąca (!) codziennego porannego używania, co uważam za świetny wynik, działanie całkiem niezłe, chociaż jakiegoś super nawilżenia od tego kremu nie ma co się spodziewać, za to rozświetlenie cery daje piękne.
* próbki Clarins:
- Water Comfort One Step Cleanser - miałam już wcześniej do czynienia z tym produktem, jest to taki ładnie pachnący płyn micelarny, który niestety słabo zmywa makijaż, jako tonik też nie za bardzo się nadaje, więc ogólnie zapach ubóstwiam, ale sam produkt to takie nie wiadomo, co.
- Olejek Blue Orchid - jak widzicie została prawie cała miniaturka, dlaczego? Już mówię. Produkt jest niesamowicie wydajny, wystarczy odrobinka na całą twarz, niestety śmierdzi okrutnie, ale to byłoby do przejścia, gdyby nie fakt, że zapchał mnie po 5 dniach używania, a nie zmieniłam innej pielęgnacji, jak odstawiłam, to cera wróciła do normy. Tym sposobem reszty już nie zużyję, tylko wyrzucam. Śmierdziel i zapychacz jak dla mnie.
- Multi Active Day Cream All Skin Types - cudowny zapach i fajne nawilżenie skóry, nic więcej nie jestem w stanie ocenić. Nie zapchał mnie też, także rozważę zakup pełnowymiarowego na pewno.
- Hydra Quench Bi - Phase Serum - świetne serum nawilżające, wyłudziłam z Clarinsa jedną miniaturkę, a tak mi się spodobało, że wyłudziłam jeszcze potem dwie, także już nie będę więcej wyłudzać, tylko za jakiś czas kupię pełnowymiarowy produkt, jest to serum na dzień, dobrze nawilża skórę i przygotowuje ją do kolejnych kroków pielęgnacji, zapach może nie super i boski, ale jest przyjemny.
- Multi Active Night Cera Normalna i Mieszana - dobrze odżywiający i nawilżający krem na noc o pięknym zapachu, również rozważę zakup pełnego wymiaru.
- Pure Melt Cleansing Gel - taki żel co niby ma zmyć makijaż i umyć twarz w jednym, miniaturka starczyła mi aż na jeden raz, to się w ogóle nie pieni, makijażu też nie zmywa, jest tłuste i mnie się nie podoba, nie czuję się skuszona.
- Kiehl's Creamy Eye Treatment - na fali zachwytów nad tym kremem postanowiłam dać mu szansę, wzięłam z Kiehl'sa próbkę i cieszę się, że to tylko próbka, ten krem jest beznadziejny, okropna konsystencja, która na początku jest przyjemna, a na skórze zmienia się w jakąś wodę, czy coś podobnego, bez tarcia okolicy podocznej nie da się tego dobrze rozprowadzić, nawilżenie jakieś tam jest, ale nie widzę, żeby było spektakularne, po prostu taki przeciętniak, dla mnie nie wart zachodu, ja na pewno nie kupię pełnowymiarowego i naprawdę nie wiem, co inni w nim widzą, bo żaden to szał nie jest.
* Boss Orange EDP 50 ml - zużyłam trochę mniej niż połowę opakowania tych perfum, na początku marzyłam, żeby mieć ten zapach, kupiłam, a potem używałam i się cieszyłam, potem pewna osoba której nie lubię mi go obrzydziła, bo też nim pachniała i ostatnimi czasy używałam go tylko po to, żeby używać, bez przyjemności, więc pozbywam się bez żalu.
* Shiseido Benefiance - krem pod oczy, który jest moim Świętym Graalem, działa po prostu obłędnie, jest wydajny, pachnie ładnie, ma ładne opakowanie, szkoda, że cena nie jest ładna, ale wrócę do niego jak tylko będę miała przypływ gotówki, bo po prostu kocham to cudo!
* DKNY Be Delicious Fresh Blossom - perfumy te dostałam od Mamy, niestety to nie jest mój zapach, denerwuje mnie, kiedy go noszę, mam ochotę go zmyć z siebie, także zachowam go sobie z sentymentu i dla opakowania, ale już nie będę się psikać, bo przecież tak jak przy Bossie powyżej - zapach ma nam sprawiać przyjemność, a nie mamy go nosić tylko po to, żeby zużyć.
* MAC Studio Fix Boldblack Lash - najdłużej żywotny tusz, jaki miałam, używałam go 4 miesiące, był ok, ale tylko ok, efekt na rzęsach ładny, ale na początku tusz jest zbyt mokry i skleja, trzeba się z nim nauczyć pracować i zajmuje mu dużo czasu dojście do stanu używalności, niestety też odbija się z dolnych rzęs pod oczami, nie mocno, ale jednak, także nie wiem, czy wrócę do niego.
* Rapidlash - co tu dużo mówić? Kolejne opakowanie, chociaż już nie działa na mnie tak, jak za pierwszym razem, ale coś tam jeszcze działa, także będę używać dalej.
* Próbki:
- MAC Pro Longwear Waterproof Nourishing NC15 (2 szt.)- dla mnie za jasny odcień, nałożyłam kilkanaście razy, ale muszę kombinować z bronzerem, więc wyrzucam ten, a wezmę inną próbkę w ciemniejszym kolorze, chociaż ten podkład i tak ma swoje fochy, bo raz wygląda na twarzy fajnie, a innym razem kijowo.
- MAC Waterweight NC20 - ten z kolei za ciemny, krycie ma tak znikome, że powiedziałabym, że to bardziej krem BB jakiś, niż podkład, do tego ścieralność ekspresowa, także jestem na nie.
- MAC Sculpt NC15 - tutaj jasność odpowiednia, ale odcień ma w sobie odrobinę za dużo różu, aczkolwiek całkiem nieźle wygląda na twarzy i trzyma się długo, przeszkadza mi jednak odrobinę jego tępa konsystencja przy nakładaniu, chyba jeszcze przejdę się po jedną próbkę, żeby dokładnie ocenić.
- L'Oreal True Match N1 nowa wersja - wzięłam sobie próbaska z drogerii, okazał się tak świetny, że kupiłam pełne opakowanie, także pewnie niebawem jakąś recenzję skrobnę, odcień jest cudowny, wygląda na twarzy super (wcześniejsza wersja była taka strasznie sucha), trzyma się dobrze, rozświetla i ożywia cerę, czyżby ideał? Przekonamy się, jak poużywam dłużej.
Poszalałam z produktami na usta i zrobiłam generalne porządki ;)
* Rimmel Apocalips 101 Celestial - długotrwały produkt, świetnie się rozprowadza, świetnie się trzyma i ładnie pachnie, kolor też mi się całkiem podobał, niestety z dna już nie mogę nic wygrzebać, bo aplikator chyba nie sięga do samego dna nawet jak opakowanie jest zakręcone. Ponadto szminki w płynie to zdecydowanie nie moja bajka, bardzo polecam jednak, bo produkt jest świetny.
* Chanel Rouge Coco Shine 57 Aventure - jedna z moich pierwszych wysokopółkowych pomadek, uwzięłam się na nią, żeby zużyć, bo jej dni dobiegały końca. Niestety ten kolor już nie jest dostępny. Serię Shine uwielbiam za masełkowe wykończenie, blask i komfortowe noszenie, może nie jest to seria najtrwalsza na świecie, ale dla mnie super.
* Rimmel Airy Fairy - na początku kolor mi się bardzo podobał, ale to jednak nie jest mój kolor, jest za bardzo siny i do tego ma perłę w sobie, zużyłam, ale nie odkupię, w ogóle pomadki Rimmel mają śliczne zapachy.
* Rimmel Kate 08 - też nie mój kolor, taki róż zgaszony, ale wyglądałam w nim ok, piękny zapach, tak jak przy poprzedniczce, mocno gęsta i kryjąca konsystencja, niestety mam wrażenie, że pomadki tej marki wysuszają trochę usta, tego koloru też nie odkupię.
* Chanel Rouge Coco 13 Gardenia -  Nie wiem, czy mnie krystós opuścił, że kupiłam tą pomadkę, albo pani na lotnisku była tak przekonująca, albo ja miałam pomroczność jakąś, dziwna winno-różowa czerwień z perłą, która ni cholerę do mnie nie pasuje, użyłam kilka razy, wciąż jest 80% produktu, oddam Siostrze, może ona doceni urok tego koloru, bo ja nie potrafię.
* Urban Decay Revolution Lipstick Native - nie jest to zbyt komfortowa w noszeniu pomadka niestety, kolor też niestety nie jest mój, niby ładny, ale unikam go, bo wolę mocniejsze róże, a nie nudziakowe, dlatego też oddam Siostrze, może coś z nią wykombinuje, a jak nie, to wyrzuci. Ja na pewno już używać jej nie będę.

I tym oto sposobem doszliśmy do końca. Wyszedł mi dzisiaj tasiemiec na miarę telenoweli, ale mam nadzieję, że Was nie zanudziłam. Chętnie poczytam, jak tam Wasze zużycia.

43 komentarze:

  1. Mam wodoodpornego pro longweara w odcieniu NW15 i jestem z niego zadowolona. Zdecydowana najlepszy podkład jaki miałam :) Mnie właśnie teraz kusi albo studio fix w kompakcie albo studio waterweight- tylko jak byłam testować tą nowość to nie wiem czemu Pani nałożyła mi na cerę mieszankę NW15 i NC15. Tak czy siak oba były za ciemne. Spróbuję jeszcze przetestować NW13

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Edit: ucielo mi wiadomość. Tez zauważyłam, że właśnie ten podkład nie ma zbyt dużego krycia, ale w sumie nie to jest najgorsze, tylko to, że mega się ściera. Tez to zauważyłam. I pewnie jak wykoncze wodoodpornego pro longweara, to zainwestuje w tego studio fix w kompakcie, choć ostatnio bardzo kusi mnie podkład too faced i podkłady chanel :)

      Usuń
    2. Mnie ten Pro Longwear nowy jakoś nie porwał, czasem wygląda ok na buzi, czasem beznadziejnie, dlatego nie mam ochoty się bawić w czyjeś humorki, dla mnie podkład musi być dobry każdego dnia, za to płacę i tego wymagam :)
      Waterweight nie jest zły, słabe krycie dla mnie nie jest przeszkodą, no ale żeby podkład za tyle szmalu się scierał z twarzy w ciągu 3 godzin to tego już mu nie wybaczę, a muszę dodać, że używam pudru.
      Podkłady Chanel bardzo polecam, ale jeśli używasz w Macu gamy NW, to nie sądzę, że w Chanel znajdziesz coś dla siebie, bo ich kolory są strasznie żółte, ja mam Vitalumiere Aqua i Velvet i zawsze je trochę "ochładzam" jakimś chłodniejszym pudrem, bo żółtość totalna (tylko wiesz, ja mam neutralną skórę, ni chłodną, ni ciepłą, chociaż możę trochę idącą jednak w stronę ciepłej), może dla normalnej żółtej skóry Chanelowe odcienie będą fajne i nie będzie trzeba ich czarować :)

      Usuń
    3. No ja akurat mam typowo chłodną karnację i różowe tony i właśnie liczę się z tym, że w gamie chanel pewnie nie uda mi się nic znaleźć. Sprawdzę sobie jeszcze ten nowy podkład MJ, bo ta stara wersja poza tym, że podkreślała suche skórki to kolorem mi odpowiadała, ciekawe jak jest z nową. I myślałam, żeby jeszcze sprawdzić sobie podkłady Bobbi Brown i ten nowy Born This Way od Too Faced :)

      Usuń
    4. No to z Chanelem może być trudno, bo u nich te kolory właśnie takie mocno żółte są, chociaż nie wiem dlaczego oni założyli, że każda kobieta ma karnację z żółtymi tonami i nic nie mają w ofercie dla tych pań z chłodniejszą cerą :/
      Ja tego nowego MJ nie miałam, ale pewnie szybko nie będę miała, chociaż się napalałam na początku, to po pierwsze - w UK w ogóle niedostępny, po drugie - nie mam jak wybrać odcienia, a po 3 myślałam, że on będzie jakiś taki lekki, a tu jak czytam komentarze to się okazuje, że to jest mega szpachelka, coś podobnego do DW z Estee Lauder, także chyba spasuję, chociaż nie powiem - próbaska odcienia 10 chętnie bym spróbowała mimo wszystko, bo podkłady uwielbiam testować :D
      Z Too Faced nigdy nic nie miałam, chociaż mam wielkie stoisko u siebie w mieście, ale jakoś mnie do nich wcale nie ciągnie :D

      Usuń
  2. Dove pistacja i magnolia ślicznie pachnie ;) Ach jak to ktoś potrafi nam wszystko obrzydzic ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dokładnie, powiem Ci, że ja bardzo lubiłam te perfumy, długo mi się marzyły i jak kupiłam to byłam przeszczęśliwa, ale potem jak mi je obrzydzono to już nie potrafiłam ich używać z tą samą przyjemnością, a już ostatnio jak się nimi psikałam to już w ogóle bez szału.

      Usuń
  3. U mnie akurat nowa formuła podkładu True Match się nie sprawdziła, a szkoda, bo podkład wygląda na skórze przez jakiś czas doskonale. Tak jak pisałam, pozostaje albo przypudrowanie albo bibułki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie skupiłam się na zużyciu próbek z MAC, także podkład u mnie był w użyciu kilka razy, ale jestem zadowolona, chociaż zbyt szybko na jakieś wielkie podsumowania i oceny. Powiem jednak tak - ma szansę stać się jednym z ulubionych:) Zobaczymy, jak mu pójdzie:)

      Usuń
  4. wow:) sporo tego, u mnie też się uzbierało i to właściwie w przeciągu 2 tyg. sporo mi się pokończylo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś mi poszło we wrześniu, chociaż powiem Ci, że na początku miesiąca się na to nie zapowiadało, że będzie tak dobrze :)

      Usuń
  5. Uzbierałaś tego całkiem sporo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie to, tym bardziej, że przecież wciąż wszystkiego mam jak dla wojska, a przeprowadzka wisi w powietrzu :)

      Usuń
  6. JA właśnie kończę żel pod prysznic Dove, wersja kokosowa.
    Nie rozumiem zachwytów na suchymi szamponami, u mnie takie cudo nie robi absolutnie nic

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żele Dove naprawdę fajnie pachną, a jeszcze tutaj cena 1 funta, to już w ogóle taniocha:)
      Ja lubię suche szampony, ale jednak to miało być tylko zastępstwo, jak sobie umyśliłam, że będę myła łeb co dwa dni. Jednak wolę myć codziennie i czuć że pięknie pachną mi włoski, także takie coś to jedynie awaryjnie chyba, chociaż od 11 lat takiej nieplanowanej "awarii" nie miałam i zawsze wstaję na czas, także nie ma tak, że nie zdążam umyć :)

      Usuń
  7. Uwielbiam żele Dove <3 zwłaszcza masło shea. A zużyte pomadki, wygrzebujesz sztyft do samego końca?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba masła shea nie miałam, nie wiem nawet, jak może pachnieć :)
      No coś Ty, ja i wygrzebywanie? Jak wymalowuję ją do tej plastikowej części, w której ona siedzi, to znaczy, że jest koniec. Nie chciałoby mi się bawić w wygrzebywanie :)

      Usuń
  8. Sporo tego, niektóre produkty znam ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym miesiącu całkiem mi poszło, nie powiem, że nie ;D
      A które znasz?

      Usuń
  9. Zobaczysz, że jak użyjesz suchego szamponu do włosów ciemnych, czyli zamiast z napisem CHerry weź DARK lub DARK MEDIUM to polubisz te kosmetyki. Ja na początku też brałam te klasyczne i efekt doprowadzał mnie do sząłu, nie chciałam mieć siwych włosów. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za radę, ale już nie będę ich używać, bo doszłam do wniosku, że chcę myć włosy codziennie, lepiej się wtedy z nimi czuję i one pięknie pachną, a te szampony miały być tylko "zastępstwem" mycia na ten co drugi dzień, skoro więc jednak z tego zrezygnowałam, to już nie będę kupować, ale jakby coś to będę miała na uwadze Twoją poradę:)

      Usuń
  10. A ja tam lubię krem Kiehl's :p Fakt, konsystencję ma troszkę dziwną, ale idzie się przyzwyczaić, u mnie wchłania się szybko i naprawdę super nawilża. No, ale wiadomo, każdy z nas ma inne wymagania, preferencje i doskonale to rozumiem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy lubi coś innego i to jest piękne:) Ja używałam już ten krem z awokado, miałam też dużą miniaturkę ich sławetnego serum i teraz mam line reducing concentrate i niestety dochodzę do wniosku, że te kosmetyki dla mnie są słabe, po prostu nic nie robią... Więcej nie kupię już od nich nic :)

      Usuń
  11. Odpowiedzi
    1. Ja też lubiłam, właśnie moja wersja jest wersją EDP, ale niestety ktoś mi je obrzydził i już nie potrafię ich używać z przyjemnością, a jak mam używać tylko po to "aby się skończyły", to wolę wcale nie używać:)

      Usuń
  12. Smieci zeszlomiesieczne :-)
    Przypomnialas mi,ze mam gdzies Airy fairy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, śmieci, chociaż nie wszystkie są śmieciami, niektóre powędrują przecież do nowego domku :D
      Airy Fairy jest bardzo ładna i ma fajny zapach, ale na mnie nie do końca się sprawdza ten odcień, chociaż z początku myślałam, że jest super, niestety z czasem przestał mi się podobać i to nie jest "mój" kolor :D Ja lubię róże, jasne i ciemne, mocne i słabe, ale róże, a tutaj jest taki mocno zgaszony z domieszką fioletu, do tego ta perła :)

      Usuń
  13. Miałam kiedyś tą maskarę z MAC i fakt była ok ale nie zachwycała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja raczej też nie odkupię, chociaż nie wiem, czy nie mam czasami jakiejś miniaturki jeszcze w zapasie :D

      Usuń
  14. bardzo ladnie Ci poszlo :)
    MAC Waterweight chce wypróbowac ale skoro tak szyko schodzi to wole nie ryzykowac ;/ a krem pod oczy napewno kupie! najpierw zuzyje Guerlain :) co do Kiehl´s to lubie go ale sie nim nie zachwycam bo on tylko nawilza i nic innego nie robi! kupilam 2-3 razy i na razie mam dosyc!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      No niestety Waterweight schodzi w ciągu 3 godzin, a używam pudru, krycie ma słabiutkie, chociaz to mi nie przeszkadza, ale właśnie ścieraniu mówię nie, bo jak miałabym zapłacić za niego takie pieniądze to niestety nie otrzymuję doskonałości wzamian :)
      Kiehls tak jak piszesz tylko nawilża, ale jak dla mnie to nie jest też jakiś super poziom nawilżenia, mam wrażenie, że tańszym kremem można to osiągnąć :)

      Usuń
  15. Nooo, ładne zużycia! :)
    U mnie topornie, ale zawsze do przodu, hihi :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślałam na początku września, że nic prawie nie zużyję, ale jakoś coś się zebrało, starałam się właśnie też zużyć takie rzeczy, które już jakiś czas leżały - miniaturki, czy próbki podkładów, wiesz, żeby zawsze tego mniej mieć do przeprowadzki :)

      Usuń
  16. Odpowiedzi
    1. Ile Ci zajęło zużycie, on jest niesamowicie wydajny, nie sądzisz? :)

      Usuń
  17. Dużo produktów zużyłaś :) ja bardzo mało wykończyłąm produktów we wrześniu :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem i tak bywa:) Jak ja patrzę na moje październikowe zużycia, to mamy połowę miesiąca, ale do końca chyba już nic nie zużyję i się skończy na samych próbkach :D

      Usuń
  18. A już miała pisać, że znam szampon i odżywkę Dove, ale też pomyliłam opakowania z serią Nourishing Oil, tej jednak nie znam. Obserwuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak ja pomyliłam, ale nie wiem, dlaczego zrobili aż tak podobne opakowania, że człowiek się może pomylić :)

      Usuń
  19. Bi serum z Clarinsa też miałam próbkę byłam zadowolona. Olejek też mam dla mnie super ale miałam do very odwodnionej. Krem Muli activ babeczka powiedziała mi ze na pierwsze zmarszczki a ja 40 testuję więc extra firming

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uważam, że całkiem fajne jest to serum i wydajne, także pewnie się zaopatrzę w pełen wymiar za jakiś czas :) Ja tego olejku nienawidzę, śmierdzi, używa się tragicznie i do tego zapycha, jedyne, co w nim dobre to wydajność, ale przy beznadziejnym działaniu i cenie to miernie wychodzi...

      Usuń
  20. Czo tak dużo tych śmieci.
    Ten Waterweight z MAC mi nawet przypadł do gustu ale może dopiero na wiosnę/jesień kupię pełnowymiarowe opakowanie. Za to podkład Waterproof nie zachwycił mnie - NW15 jest jak mleko, NW20 wygląda trochę lepiej ale i tak daje u mnie efekt maski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo, bo jakoś tak wyszło, za to w październiku nie mam prawie nic w zużyciowym koszyku i nie wiem, czy to się zmieni :D
      Ja na razie kupiłam z Loreala True Match nowy i jestem z niego bardzo zadowolona, nie spodziewałam się, że będę, a jednak. A jeśli chodzi o Macowe podkłady to na razie nic nie kupuję, bo mam jeszcze 9 różnych podkładów, ten z Loreala też powinnam była odpuścić, ale za punkty Boots wzięłam :D Za to pomadki MAC mnie kuszą i zestawy świateczne *.* :D

      Usuń