niedziela, 1 stycznia 2017

Zużycia grudnia

Nadszedł nowy miesiąc i pora na pozbycie się pustych opakowań zalegających w moim denkowym koszyku. Nie przedłużając więc wstępu zapraszam na przegląd, co udało mi się zużyć w grudniu.
* Aveeno krem do rąk - jak dla mnie średni w działaniu i o dziwnym zapachu, raczej nie kupię go ponownie.
* Max Factor 2000 Calorie Curved Brush - kolejne już opakowanie tuszu, do którego często wracam. Nie daje spektakularnych efektów, ale jest ok, więc pewnie będę kupować dalej. Niestety producent wciąż nie poprawił tego, że tusz wyłazi z opakowania i po kilku dniach przy malowaniu mamy wszystko upaćkane, ani nie ulepszył też tego, że żywotność tej maskary to miesiąc, a potem nadaje się już do wywalenia, ale wciąż, za tą cenę to i tak najlepsza drogeryjna maskara, jaką znam.
* wymienna głowica do szczotki Clarisonic - używałam ze dwa lata i wbrew temu, co niektórzy mówią o przesadnie długim używaniu jednej głowicy nie pojawił się u mnie wysyp syfów, ani właściwie nic złego się nie działo, także pewnie bym mogła jeszcze dalej używać tej samej, ale miałam w zapasie inną, więc pomyślałam, że wymienię. Ta ze zdjęcia jest najmocniejsza, trochę drapie, ale można się przyzwyczaić, następnym razem kupię bardziej miękką.
* balsam do ust w kształcie jabłuszka - pięknie pachniał i oprócz właściwości nawilżających dawał też delikatny różowo-czerwony kolor, bardzo go sobie chwaliłam i żałuję, że się skończył.
* próbka perfum Love Chloe - użyłam raz, ale dla mnie jest zbyt podobna do standardowych perfum Chloe, które miałam w pełnym wymiarze i po kilku użyciach sprzedałam, bo mnie drażniły. Za mocne, aż takie świdrujące w nozdrzach, migrenogenne - zapach nie dla mnie.
* próbka perfum Jo Malone Wood Sage & Sea Salt - dostałam, użyłam kilka razy, nie dla mnie, także wyrzucę bez żalu, bo nie będę się psikać czymś, co mi się nie podoba.
* Lancome Energie De Vie - miniatura 5 ml, dzisiaj skończyłam jeszcze jedno takie opakowanie (czyli idzie do styczniowego denka), na razie mogę powiedzieć, że nie podoba mi się zapach, ale fajnie orzeźwia i nawilża skórę, która po jego użyciu jest miękka i delikatna, nadaje się pod każdy krem i jest wydajne. Mam pełnowymiarowe opakowanie, więc jak zużyję z połowę, to dam znać, co o nim myślę. Wciąż jednak zachodzę w głowę, co to w ogóle jest? Serum, esencja, taki bardziej gęsty tonik, bardziej rzadki krem? Sama nie wiem, ale jestem zadowolona na razie, więc nie wnikam i używam jako serum :D
* Nivea Gentle Cleansing Cream Wash - beznadziejny produkt, nie wiem, co mnie pokusiło, żeby to kupić, w ogóle się nie pieni, ani nie myje twarzy, tylko tak jakby się po niej marze, nie ma mowy, żeby po zmyciu tego wodą czuć było przyjemną czystość (nie mylić ze ściągnięciem skóry). Jak dla mnie bubel i od połowy opakowania używałam specjalnie za dużo, żeby jak najszybciej się skończyło. Nie polecam.
* Jantar - kolejne opakowanie. Nie widzę spektakularnych rezultatów, ale coś tam robi, więc sobie używam mając nadzieję, że moje 3 włoski w dwóch rzędach zmienią się w bujną czuprynę :)
* Dove Insisible Dry - po ostatnim niewypale z antyperspirantem Sure powróciłam do Dove i to był dobry wybór, chroni, ładnie, delikatnie pachnie i jest wydajny. Niestety zostawia plamy na czarnych ubraniach, ale już dobra, wybaczam.
* Tołpa Green płyn do higieny intymnej, który już jakiś czas temu przywiozłam sobie z Polski. Bardzo dobre działanie i fajny zapach, szkoda, że jak byłam ostatnim razem, to nie mogłam go znaleźć, bo na pewno bym kupiła.
* Blanx - normalnie nie pokazuję tutaj past do zębów, ale stwierdziłam, że ten jeden raz zrobię wyjątek, żeby zaglądając tu kiedyś pamiętać, aby tej więcej nie kupować, bo ona nie działa wcale. Żadnego wybielenia nie zauważyłam, usunięcia przebarwień tym bardziej nie, po prostu ona nie zrobiła nic, a do tego jest droga i cholernie niewydajna.
* Imperial Leather Marshmallow - żel, który już miałam ze 3 razy i chętnie do niego wracam, bo jest tani, fajnie pachnie, nie wysusza i jest dość wydajny, także niczego więcej nie potrzebuję.
W grudniu starałam się pozużywać wszystkie małe próbki, jakie mam i muszę powiedzieć, że na uwagę zasługuje Dermalogica Multivitamin Thermafoliant. Zdziera martwy naskórek jak marzenie i skora jest potem jak u niemowlaczka, ale brzydko pachnie i zostawia czerwoną twarz na kilkadziesiąt minut, jednak wciąż warto. Clinique zużyłam do mycia i smarowania rąk, bo boję się cokolwiek z tej marki nałożyć na twarz. Loreal był strasznie silikonowy, Sesderma natomiast brzydko pachnie. O produktach z Tołpy mało co mogę powiedzieć, bo za krótko używałam, ale generalnie ich kosmetyki się u mnie sprawdzają, więc pewnie kupiłabym pełnowymiarowe opakowania tych próbek. W małym opakowaniu Sephorowym była próbka Givenchy Teint Couture Balm w odcieniu 1, kolor fajny dla mnie, niestety już na twarzy wyglądał słabo, a do tego jest nietrwały, także wykreśliłam go już z listy zakupów. 

Chciałabym jeszcze przy okazji życzyć Wam wszystkiego, co najlepsze w Nowym Roku. Mam nadzieję, że będzie on obfitował w wiele szczęśliwych dni i że wszystkie Wasze marzenia się spełnią. Chcę też podziękować, że pomimo mojej nieregularności w pisaniu wciąż jesteście ze mną, czytacie i komentujecie. To dla mnie wiele znaczy.

18 komentarzy:

  1. Ja też muszę się wziąć za moje próbki
    Ciekawe denko

    SZczęśliwego Nowego Roku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie jest jeszcze trochę miniaturek, takich saszetkowych próbek już nie ma, ale dążę do tego, żeby zostały tylko i wyłącznie pełnowymiarowe produkty :)

      Usuń
  2. Wg mnie love w ogóle nie przypomina Chloe Signature, ale co nos to opinia:) Za to mam podobne zdanie co do tego kremu do mycia twarzy Nivea, beznadziejny produkt...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Love jest trochę delikatniejsza, ale ona ma bardzo podobne nuty wg mnie, czuję w niej podobne nuty i dla mnie one są przytłaczające i drażniące, tak jak mnie Signature drażniła. Po jakimś czasie po prostu nie mogłam jej nosić bo mi się robiło niedobrze. Ale pozbyłam się, więc jest ok :)
      Nie wiem, jaki diabeł mnie pokusił na to gówienko do mycia twarzy z Nivea, nigdy więcej!

      Usuń
  3. Wszystkiego najlepszego na Nowy Rok, Ala! :-)
    A denko jak zawsze interesujące, choć znam tu tylko jeden produkt, a mianowicie pastę Blanx. I mam o niej takie samo zdanie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że będzie lepszy, niż poprzedni, chociaż w sumie w poprzednim nie mogłam za bardzo narzekać :D
      Pasta Blanx jest beznadziejna, po prostu strata kasy. Ja wróciłam do pasków Crest, bo jednak one dają mi znakomity efekt i jak na razie tylko one się sprawdziły, a ta cała reszta to o kant tyłka potłuc można. Zero efektów :/

      Usuń
  4. widzę, że i u Ciebie denko okazałe :) kiedyś namiętnie używałam maskary Max Factor, ale teraz moim ulubionym jest They're Real- kupuje zawsze miniaturkę i jestem mega zadowolona :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starałam się, jak mogłam :D Chociaż i tak ostatecznie sumując w 2016 zużyłam mniej produktów, niż w 2015, jednak na plus jest to, że zużyłam więcej kolorówki :)
      They're Real miałam w postaci miniaturki właśnie i uważam, że to był jeden z najbardziej beznadziejnych tuszy, jakie miałam okazję używać. Męczyłam się z nim, dlatego byłam super szczęśliwa jak się okazało, że wysechł :D

      Usuń
  5. Spełnienia marzeń w Nowym Roku:*

    Na ten żel Nivea miałam ochotę ale ostatecznie kupiłam Mamie: ciekawe czy już go otworzyła:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tobie też Kochana :* :)
      Ten żel Nivea jest naprawdę okropny, także podpytaj Mamę, czy Jej pasuje i nie bądź zła, jeśli powie, że nie, bo on wcale nie myje :D

      Usuń
  6. Nie miałam nic z Twojego denka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno masz inne rzeczy, których ja nie znam :)

      Usuń
  7. Czemu kosmetyki Clinique nie nadają się do stosowania na twarz? Tak z ciekawości pytam, sama lubię ich krem pod oczy na dzień :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie nadają się do stosowania na twarz dla mnie, ponieważ niby jest to firma hypoalergiczna, ja NIE jestem uczuleniowcem i moja skóra naprawdę wiele zniesie, ale po ich kosmetykach miałam na twarzy jesień średniowiecza. Krem pod oczy wysuszył mi skórę na wiór, a seria 3 kroków zrobiła mi z twarzy jesień średniowiecza, mimo tego, że stosowałam właściwy dla siebie numer i wszystko stosowałam tak, jak powinnam. Mało tego - kupiłam sobie też od nich róż do policzków. Też mnie uczulił, jak go zmywałam wieczorem każdego dnia to miałam na policzkach w miejscu gdzie był nałożony czerwone plamy. Ale te plamy to nic w porównaniu do tego,co miałam na twarzy po używaniu 3 kroków. Reszta ich kosmetyków też jakaś mało zachęcająca. Krem Moisture Surge mnie na szczęście nie uczulił, ale do super nawilżenia skóry to mu daleko. Miałam też tusz i teraz mam dwa Chubby Sticki (których nie kupiłam sama), to też bez szału. Jedyne, o czym mam dobre zdanie to tonik z 3 kroków, ale używany nie jak oni mówią - dwa razy dziennie, bo sobie można tym sposobem krzywdę zrobić, a używany raz, max 2 razy w tygodniu. I w takim wydaniu może być. Ale jak napisałam - naprawdę kosmetyki słabe, a ceny duże, 100% bardziej wolę Polską Tołpę jak mam być szczera :)

      Usuń
  8. Jasne, że czytamy :) Również wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dla mnie wiele znaczy :* Opracowałam plan, dzięki któremu mam nadzieję publikować częściej, tak ze dwa razy w tygodniu, także mam nadzieję, że w "praniu" wszystko wyjdzie tak, jak sobie obmyśliłam, ale jak na razie wydaje mi się, że wszystko jest na dobrej drodze i już niebawem posty będą pojawiać się regularnie :)

      Usuń
    2. Takie było jedno z moich postanowień na 2017 - uporządkować blogowanie :D

      Usuń