niedziela, 1 maja 2016

Zużycia kwietnia

Witam dzisiaj maj w bardzo dobrym humorze, ponieważ kwiecień był miesiącem moich urodzin, a za tydzień jadę do Polski i kiedy tam będę moja Mama ma urodzinki, także cieszę się ogromnie, że będę mogła spędzić z Nią ten dzień. Tymczasem jednak żeby zakończyć miesiąc poprzedni chciałabym jak zawsze przedstawić produkty, które w nim zużyłam. Zapraszam więc do czytania i oglądania.
* Nars Orgasm - róż, z którym miałam relację love-hate. Jednego dnia go uwielbiałam, innego nienawidziłam. Bardzo podobało mi się w nim opakowanie, jednak co do odcienia to nie uważam, żeby był jakiś super unikalny i wyjątkowy. Po latach używania różnych produktów na policzki stwierdzam, że nie przepadam za różami, które mają drobinki, wolę matowe, a blask dodawać sobie rozświetlaczem. Ten jegomość miał drobinki i zostawiał błyszczące wykończenie, chociaż nie jakieś tandetne. Trwałość na buzi całodniowa i do jakości nie mogę się przyczepić, ale to nie mój typ. Jednym słowem - fajny, ale nie jakiś must have. Ja do niego nie wrócę.
* Max Factor 2000 Calorie Curved Brush - Max Factor to moja ulubiona drogeryjna marka maskarowa. 2000 Calorie z podkręconą szczoteczką lubię ogromnie, bo daje super efekt na moich rzęsach, wydłuża je, podkręca i trzyma się cały dzień. Trochę brakuje mi tu pogrubienia, ale źle nie jest. Nie osypuje się i nie znika z rzęs w ciągu dnia i cenę też ma spoko. Nie jest to moje pierwsze, ani też na pewno ostatnie opakowanie.
* Mac Lipglass Frozen Dream - kupiłam go jako część zestawu świątecznego i ten błyszczyk spodobał mi się niestety najmniej. Zupełnie nietrafiony kolor dla mnie do noszenia solo, ale fajnie wyglądał położony na inne pomadki i takim sposobem udało mi się go zużyć. Waniliowy zapach umilał aplikację, chociaż sam produkt na ustach jakoś specjalnie długo się nie utrzymywał. Nie wróciłabym do niego. Może skusiłabym się na innego lipglassa, ale nie jestem błyszczykowa zbyt mocno, moją obsesją są pomadki, także nie pali mi się do kupowania błyszczyków.
* Urban Decay Naked Basics - nigdy tak naprawdę Wam dobrze nie zrecenzowałam ten palety, link, który tu dałam zawiera głównie swatche i pierwszą opinię. Jednak teraz, po zużyciu całości mogę powiedzieć coś więcej. Otóż uważam, że kolory są w niej dobrane dobrze, jednak nic więcej poza dzienniaczkiem tutaj nie zmalujemy. Czarny cień Crave osypuje się jak diabli, natomiast drugi od prawej Faint był jak dla mnie trochę za rudawy i nie za bardzo chciało mi się go używać. Najlepszym i najcudowniejszym dla mnie cieniem okazał się WOS, dla mnie idealny kolor na całą powiekę, natomiast bardziej żółty Foxy już tak słabiej się nadaje. Do tego miałam wrażenie, że Foxy też jakiś taki bardziej pudrowy był. Także WOS ubóstwiam pod każdym względem - konsystencji, odcienia, nakładania. Szkoda tylko, że UD nie pomyślał, żeby ten kolor wydać jako pojedynczy, kupiłabym na bank. Reszta ok, ale chyba wolę własnoręcznie dobrane kompozycje i nie będę w ogóle już nigdy kupować takich gotowych palet skomponowanych przez kogoś.
* Beauty Blender - po wielu miesiącach użytkowania zakończył swój żywot (w zasadzie zakończył go już dwa miesiące temu, ale ja zwlekałam z zakupem nowego i wciąż używałam starego). Wciąż jestem zachwycona i nigdy już nie wrócę do innych gąbek do nakładania podkładu. Szkoda tylko, że od jakiegoś czasu żywotność tych gąbek się pogorszyła. Pamiętam, jak moją pierwszą używałam ponad rok i wyglądała wciąż dobrze, jak się jej pozbywałam, a niestety te nowsze starczają na krócej, po kilku miesiącach zaczynają się jakby kruszyć, przy każdym myciu to widziałam i czasem małe cząsteczki też zostawały mi na twarzy podczas nakładania podkładu, co było strasznie irytujące. Słowem gąbka po 8 miesiącach wygląda, jakby ją myszka pogryzła. Ale jak powiedziałam - kocham i wielbię i będę dalej kupować, szkoda tylko, że producent tak sobie w kulki leci i obniżył jej żywotność...
* Laura Mercier Foundation Primer Radiance - ogromna miniatura, którą dostałam w prezencie. Niestety ja efektu nie widzę żadnego, owszem, po nałożeniu na skórę ma ona blask, ale jak na to nałożymy podkład, to już z blasku pozostaje niemalże nic. Nie rozumiem zachwytów i sama bym jej nie kupiła.
* Dior Addict Lipstick 561 Rose BB - ta pomadka była ze mną bardzo, ale to bardzo długo, także najwyższy czas było ją wykończyć, co czyniłam przez ostatnie tygodnie. Nie wiem, czy ten odcień jeszcze istnieje, bo Dior zmienił całą tą serię na nową, wiem jednak, że moją ulubioną Princess 553 zamienili na jakiś beznadziejny Smile, który w ogóle Princess nie przypomina, także jestem bardzo niezadowolona... Jeśli jednak chodzi o Rose BB to jednak po zużyciu całej stwierdzam, że to nie do końca był 'mój' kolor, ale kupiłam go w fazie, kiedy jeszcze nie wiedziałam, jakie kolory na ustach lubię, a ten mi się po prostu podobał, źle nie było, ale szału też nie. To delikatny róż połyskujący na srebrno, nie żaden dyskotekowy tani odcień, wygląda dobrze, ale jednak serce nie bije szybciej. Addicty to seria, która należy w Diorze do moich ulubionych przez swoje mokre i świetliste wykończenie. Prawdopodobnie kiedyś jeszcze kupię jakąś pomadkę z tej serii.
* Mac Pro Longwear - dwie próbki podkładu, który jednak ostatecznie nie trafi do mojej kosmetyczki w pełnej wersji. Niestety kolor NC15 nie jest aż tak dobrze dopasowany, jak myślałam, delikatnie oksyduje, a co najważniejsze - nie podoba mi się kleistość tego produktu i to, że lekko zastyga na buzi, także poprawki po chwili od nałożenia są niemalże niemożliwe. Czasem też osadza się w porach. Krycie bardzo dobre, ale ja nie potrzebuję aż takiego krycia, także oficjalnie wykreśliłam go z mojej listy chciejstw.
* Marc Jacobs Daisy Eau So Fresh - o zapachach opowiadać nie potrafię, wiem tylko, jakie składniki lubię w perfumach (ale ta lista i tak nie zawsze się sprawdza). O tym mogę więc napisać tylko tyle, że na początku kiedy go kupiłam podobał mi się ogromnie, niestety z czasem stwierdziłam, że jest dla mnie zbyt 'fresh', wolę coś cięższego, albo delikatniejszego, ale bez tej nutki 'freshowej'. Zapach jest bardzo ładny, tylko po prostu nie dla mnie i mam też nauczkę, żeby na przyszłość nie kupować dużych pojemności jeśli dopiero chcę kupić dane perfumy pierwszy raz, bo jeszcze nigdy mi to na dobre nie wyszło. Tu mamy 75 ml i na końcu już się męczyłam z tym zapachem. Z uwagi na to, że jest to woda toaletowa nie ma tu wielkiej trwałości. Po 2-3 godzinach już nic na sobie nie czułam. Także było miło, ale się skończyło i nie wrócę do niego.
* Carex Hydrate & Protect - nie wiem, co mnie pokusiło, żeby ten krem do rąk kupić. Pachnie okropnie (żele do mycia rąk tej marki bardzo lubię, ale tutaj mamy jakiś nieokreślony smrodek), nie nawilża i generalnie nie robi nic. Szybko się skończył, ale może to przez to, że jak widziałam, jak bardzo jest nieskuteczny to już smarowałam nim co się dało :)
* Nivea Express Hydration - kolejny krem do rąk, ten był nieco lepszy od poprzednika, ale też zachwytu nie ma, wolę starą i dobrą Niveę Soft, która jest gęstsza, lepiej nawilża i ma cudowny zapach.
* Estee Lauder Perfectly Clean - pianka do mycia twarzy w postaci miniaturki, miałam już kiedyś duże opakowanie, dobrze i mocno oczyszcza skórę, ma przyjemny zapach, wystarczy niewielka ilość do umycia całej buzi. Jestem całkiem zadowolona, może do niej kiedyś wrócę.
* Estee Lauder Revitalizing Supreme - rewelacyjna wydajność, wchłaniał się też całkiem nieźle i zapach ok, ale nie jestem jakąś wielką kremów do twarzy z tej marki, także nie wiem, czy kiedyś się zaopatrzę w pełnowymiarowe opakowanie. Oczywiście o efektach długofalowych nie ma co pisać, bo po dwóch miesiącach nie jestem w stanie o tym nic powiedzieć.
* Vaseline Spray & Go Aloe - bardzo je lubię, ale od kiedy poznałam oliwkę w żelu Jonhsons to każdy inny balsam do ciała musiał jej ustąpić miejsca na tronie. Ten spray pachnie bardzo ładnie i całkiem nieźle nawilża skórę, minusikiem jest jednak dość słaba wydajność, ale kupiłam go za śmieszne pieniądze (właściwie kupiłam dwa takie, bo za 63 pensy szkoda było nie brać), ale za prawie pięć funtów chyba już bym raczej nie kupiła.
* Dove Daily Moisture - szampon do włosów, jest ok, ale bez szału, wolę wersję Nourishing albo tą granatową (zapomniałam nazwy).
* Dove Caring Protection - żel do mycia ciała, którym zachwycałam się w sklepie jak nienormalna, aż potem dokupiłam drugi taki, niestety mój zachwyt przerodził się w małe rozczarowanie, bo żel podczas mycia już nie pachnie tak pięknie, jak w opakowaniu i w ogóle nie jest jakiś super wyjątkowy, także raczej nie kupię ponownie.
* Rituals Sakura Scrub (stare opakowanie) - z tym produktem wiąże się nieprzyjemna historia, którą miałam podczas zakupów na stronie Rituals. Na zdjęciu jak byk widniała nowa wersja, w opisie produktu ilość z nowej wersji, cena w promocji chyba 12 funtów, no to wzięłam, a oni mi przysłali tą starą wersję, która nie dość, że ma stare opakowanie i jest wycofana, to jeszcze jest jej w opakowaniu mniej. Rozumiem, że przecena, ale trzeba było dać inne zdjęcie i opis, a nie z ludzi kretynów robić. Po wielokrotnym pisaniu do nich nie doczekałam się żadnej odpowiedzi, także czuję wielką niechęć do tej marki obecnie. A jeśli chodzi o sam scrub to ździeranie na najwyższym poziomie, szkoda tylko, że zapach beznadziejny i konsystencja taka, że jak chciałam masować skórę, to się z niej kruszył do wanny. Jestem na nie pomimo tego super działania ścierającego.
* Palmolive - mydełka, które zużyłam do mycia pędzli i gąbki BB (małe pędzelki myję w płynie Mac, duże to by była zbyt duża strata produktu), jakiekolwiek mydła tutaj by się sprawdziły, jak akurat wybrałam te, bo były w 3-paku i tanio.
* pilnik szklany z Drogerii Natura - nie używałam go często odkąd go kupiłam, ale niestety ostatnio mój ulubiony pilnik z Inglota zaczął odmawiać posłuszeństwa i musiałam używać tego szklanego. Pierwsze kilka razy było ok, ale jak już trochę warstewka ścierna zejdzie, to jest o kant tyłka potłuc, także nigdy więcej szklanego pilnika. Na szczęście już niebawem będę mogła sobie kupić nowy ten z Inglota.

Tak wyglądają moje kwietniowe zużycia. Znacie któreś z zaprezentowanych przeze mnie kosmetyków i akcesoriów?

51 komentarzy:

  1. Też myślałam, żeby zrezygnować z paletek i samodzielnie je komponować, bo z tych gotowych zużywam maksymalnie 3 ulubione cienie, a reszta się po prostu marnuje. A tych z wyższej półki po prostu szkoda wyrzucać :)
    www.missplanner.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie są jeszcze dwie Naked i jedna Macowa z cieniami z Maca i z Inglota i już wiem, że Naked chociaż fajne, to nie odkupię, bo nie wszystkie kolory lubię, a z taką własnoręcznie skomponowaną jest zawsze lepiej, bo sama wybierasz, co chcesz mieć :)
      Mi tam nie szkoda wyrzucać, nawet jak coś jest z wyższej półki, chociaż zanim wyrzucę to przeważnie najpierw pytam mojej Siostry, czy chce przygarnąć, jeśli nie, to dopiero wyrzucam :D

      Usuń
  2. A ja się nie polubiłam z beauty blenderem:) Od pierwszego użycia mi coś w tej gąbce nie pasuje. Rzadko używam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serioooo? Osz kurde, a myślałam, że on dla wszystkich jest cudowny, a tu jednak nie. Osobiście uwielbiam i chociaż wiem, że cena jest kosmiczna jak na gąbkę, to wiem też, że jest najlepsza ze wszystkich, jakie przetestowałam (to znaczy reszta była podróbkami of kors). :)

      Usuń
  3. Całkiem niezłe zużycie!! Ja znam jedynie żel pod prysznic Dove)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałaś ten właśnie zapach, który ja mam? Też masz takie odczucia co do niego? Że w butelce pachnie super, a potem przy myciu to jakoś tak nie bardzo?

      Usuń
  4. Niezłe zużycia :) Ja miałam naked basics 2 i pozbyłam się ze względu na masakryczne osypywanie... Z UD ubóstwiam tylko paletę Naked3 i chyba tak już zostanie :) Napiszesz może recenzję ze zdjęciami Diora Lip Glow Lilac? Kiedyś o tym wspomniałaś :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety cienie UD mają tendencje do osypywania, ale niektóre tego nie robią, jak na przykład wspomniany WOS. Naked 3 też mam, ale nie do końca przypasowały mi kolory, jak zużyję, to już na pewno nie odkupię :)
      Pewnie napiszę o Diorku za jakiś czas, jeszcze chyba mu nawet fotek nie porobiłam :D

      Usuń
  5. Też mam Marc Jacobs Daisy Eau So Fresh i u mnie niestety jest nietrwały :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest ogromnie nietrwały! Dlatego ja psikałam na siebie czasem więcej niż 10 pompek, czasem nawet więcej, ale przynajmniej dzięki temu mógł się szybciej zużyć :DDD

      Usuń
  6. i ja muszę wreszcie zakupić beaty blendera, zużyty wygląda śmiesznie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo polecam, przetestowałam wiele podróbek, ale oryginałowi nic nie dorówna:)
      Mój poprzedni zużyty tak nie wyglądał, ten wygląda jakby go coś pogryzło :D

      Usuń
  7. BEAUTYBLENDER to tez moj HG i zawsze muszę ich kilka mieć ( bo jednego nie chce mi sie codziennie myć wiec mam dlatego kilka)
    Tak zgadzam sie z tobą, ze jego pierwsze edycje były znacznie lepsze i tez gąbkę po roku wyrzucałam ! Teraz po kilku miesiącach wyglada jak by ją ktoś wyżarł ! Co mnie bardzo wkurza! Bo za 20€ to nie powinno sie tak dziać!
    Alusia dostajesz medal! Bo ty po dwóch miesiącach używania kremu do twarzy EL nie jesteś w stanie powiedzieć jak działa, a są blogerki co po kilku dniach używania kremu potrafią wypracowanie odwalić na jego temat! Hahaha!!!!
    Perfumy MJ tez miałam i je na lato bardzo lubiłam :-) chociaż szału nie było ale chętnie je zużyłam właśnie za och swieżość :-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam tylko jednego BB, bo jednak cena nie jest najniższa, a ostatnio już naprawdę staram się nie kupować prawie niczego prócz to, co jest potrzebne. Z tą gąbeczką też zwlekałam, ale dostałam na urodziny gift card, więc zaraz polazłam sobie go kupić, bo wiedziałam, że jest mi potrzebny nowy, bo stary już jest wyżarty :DDD Ale jak wspomniałam uważam, że to chamówa ze strony producenta, bo tyle kasy ta gąbka kosztuje, co dobry pędzel, więc moim zdaniem po kilku miesiącach to ona powinna jedynie trochę stracić na kolorze, a nie wyglądać jakby ją mole pożarły.
      Kochana, żaden medal mi się nie należy, ja po prostu mam takie zdanie, że jak używam kremu, to jednego, ewentualnie dwóch na raz (na dzień i na noc), tak samo z serum (też ewentualnie dwa, bo jedno powiedzmy nawilżające na dzień, a jedno przeciwzmarszczkowe na noc) i tyle, a nie dziesięć kremów. I owszem, ja rozumiem, co producent pisze o kremie, ale w dwa, czy nawet w 6 miesięcy nie jestem w stanie stwierdzić długofalowych efektów. Jestem jedynie w stanie powiedzieć, czy ładnie pachnie, czy się dobrze wchłania, czy jest wydajny i czy mnie nie zapycha. Nie jestem w stanie powiedzieć ani słowa o działaniu przeciwzmarszczkowym, czy ujędrniającym, bo na to potrzeba lat pielęgnacji. A takie blogerki to ja też znam, co w ciągu dwóch miesięcy 5 kremów do twarzy zużywają. Śmiać mi się chce, jak czytam takie coś, bo albo to znaczy, że tej osobie krem starcza na dwa tygodnie używania, albo to znaczy, że po prostu dostała i już szybciutko trzeba napisać reckę, żeby pochwalić. Nie mam nic do tego, niech każdy robi co chce, ale Czytelnik głupi nie jest i widząc 5 krem do twarzy w przeciągu dwóch miesięcy zacznie coś podejrzewać... I rozumiem, fajnie, że te blogerki dostają coś za darmo od super marek, świetnie i gratuluję, ale kurde trochę szacunku do Czytelnika... Wszystko jest takie świetne i super i wszystko się tak świetnie im sprawdza, naprawdę Czytający te wpisy idiotami nie są.
      Mnie właśnie ten zapach MJ jakoś nie bardzo porwał. To znaczy porwał, ale na początku, ale wiedz, jak to jest - jak chciałam go na początku to normalnie bym się pokroić za niego dała, a już przy końcu miałam nadzieję, że się skończy jak najszybciej :DDD

      Usuń
    2. Otóż to, już nie czytam takich wpisów, są dla mnie bezużyteczne, niewiarygodne.

      Usuń
    3. @Cashmere795 - Ja czytam, ale już mam do tego dystans, nie łykam wszystkiego jak pelikan, tylko jeśli coś mnie interesuje to czytam, dowiaduję się, oglądam zdjęcia itd:)
      By the way - testowałaś nowy Synchro Skin z Shiseido? Podobno jasne kolorki mają:) Ja jutro idę na rekonesans :D

      Usuń
    4. Synchro Skin owszem wpadł na moją listę "do testów", ale dopiero po lecie. Latem po prostu nie stosuję podkładów. Szukam nieustająco ;) tego Graala bb/cc czy jak go zwą, kremu tonującego (preferably z filtrem). Jak dotąd marki selektywne EL, Chanel, Dior się u mnie nie sprawdziły, to albo lekkie podkłady - Dior Nude BB (mnie wysuszął) albo kleiste ciężkie filtry - CC Chanel ;(. Guerlain miał niezłe, ale tylko niezłe, średnie, a że kolory nie dla mnie, to też nic z tego. Potrzebuję czegoś lekkiego ale pielęgnacyjnego, nie silikonowej bomby jak Skin79, które kryją swietnie, są trwałe, ale mnie zapychają. To moje "imprezowe" kremy bb.
      Podkładowo wykończę tej wiosny Lingerie des Peau Guerlain w moim IDEALNYM odcieniu (w Polsce go nie ma, kupiłam używkę) 31 Ambre Pale. Jednak formuła należy do tych matowszych, które wraz z sebum przekształcają się po chwili w skin-like. Nie jest dewy, cerom suchym nie spodoba się. No i dostępność wiadomo jaka, zatem na przyszły sezon - jesień będę potrzebować zastępcy, uderzę z pewnością do Shiseido, będę wypatrywać Twojej recki. U Truskawkowy Makeup już coś czytałam i był pozytyw. :)

      Usuń
    5. Nie wiem Kochana, czy Ci się Synchro spodoba, wczoraj testowałam i jestem chyba na nie. Konsystencja jest wypisz wymaluj jak Chanel Velvet, czyli płynna zmieniająca się w pudrową. Do testów babka dała mi Neutral 2, bo oczywiście w moim House Of Fraser, gdzie mam jedyne stoisko pracuje debilka i powiedziała, że Neutral 1 w ogóle nie istnieje... Ale dobrze, że dała mi cokolwiek, żebym przetestowała. Ta 2 to jest dla mnie ciemność, odcina się, także jak już musiałabym jedynkę, ale jakoś mi zapał przeszedł, bo właśnie w Velvecie nie lubiłam tego,że on się zmieniał. Ja lubię podkład nakładać Beauty Blenderem, a zmiana konsystencji trochę mi to uniemożliwia, trudno się z podkładem mi wtedy pracuje. Krycie ma znikome, ładnie wyrównuje koloryt i nie włazi w pory, ale czy ja wiem... Jakiś taki jest... Przeciętny... Żaden szał. Nie wiem, może jeszcze jak będę w PL to poproszę o próbkę w Sephorze i sprawdzę Neutral 1 i wtedy powiem więcej, ale na chwilę obecną chciejstwo mi przeszło.
      A jeśli chodzi o inne podkłady Shiseido - pamiętam, że jakiś czas temu (znaczy dawno temu) miałam próbkę z Sheer & Perfect i tego drugiego w czarnym opakowaniu (oba w odcieniach I00) i one są za ciemne i pomarańczowawe. Tak samo wczoraj jeszcze obczaiłam ten dla starszej cery (nie pamiętam nazwy) i też trochę pomarańczowość, także dla mnie tam nie ma odcieni, mieszać nie będę, bo mi się nie chce, kiedy kupuję podkład za tyle monet to chcę, by był idealny, a nie, że będę musiała mieszać z czymś jaśniejszym, a tym bardziej, że tańszy L'Oreal jakoś mógł zrobić N1 w nowym True Match, który jest dla mnie idealny, a kosztuje prawie 1/3 ceny Shiseido, także nie zapłacę za podkład z wyższej półki, który nie może zrobić tego, co Loreal zrobił (znaczy kolor) za wiele niższą cenę. Dam jeszcze jedną szansę Shiseido Synchro, ale nie wróżę nam świetlanej przyszłości niestety :D

      Usuń
  8. paleta Urban Decay Naked Basics zdenkowana? szacun!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie było to łatwe, ale się udało w końcu :D

      Usuń
  9. Ciekawe kiedy ja tak będę kolorówkę zużywać ;D MJ ma fajne zapachy ale krótkotrwałe ;x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, są krótkotrwałe, jeszcze dodając do tego fakt, że moja wersja to woda toaletowa, a jeszcze do tego 'fresh', czyli z założenia lżejsza, to już w ogóle :)

      Usuń
  10. Na DAISY poluję i tym samym zamknę listę chciejstw od Marca.

    Podziwiam Cię za zużycie palety cieni. Dla mnie jest to nieosiągalny wyczyn :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Interesuje Cię ta Daisy, co ja mam, czy jakaś inna wersja?
      Nie ma czego podziwiać, zaparłam się mocno, że muszę ją zużyć, to w końcu zużyłam :D

      Usuń
  11. Dla mnie żele Dove są słabe. Ten sam motyw z zapachami, plus imo jednak wysuszają. :( Genialnie pachną choćby te z Yves Rocher, nie wysuszają, są przyjemne, i w tej grupie cenowej dla mnie wygrywają. TBS też uwielbiam, no ale konieczność montowania pompki mnie rozwala, w tej cenie zwłaszcza, choć dla kokosu i shea to robiłam ;) Żele od Korres to już bajka, ale chyba nie na co dzień takie "money down the drain" w dosłownym znaczeniu, bo są doskonałe, tylko droooooogie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sklad zeli pod prysznic YR bardzo pozytywnie mnie zaskoczyl.

      Usuń
    2. @Cashmere795 - Ja lubię Cove, to znaczy nie, żeby jakoś tak je wielbić, ale są ok, po prostu przeciętne, jak każde inne. Pamiętam, że miałam raz jakiś fajny zapach, co naprawdę mi przypadł do gustu i pachniał nawet podczas kąpieli, ale nie pamiętam już, jaki to był ;P A ten ze zdjęcia chociaż początkowo zachwycił zapachem, to okazało się, że podczas mycia już po zapachu nie zostaje niemalże nic, także jestem niezadowolona i drugi zużyliśmy do mycia rąk... Ogólnie zawsze kupuję drogeryjne żele, te najtańsze i tylko do 1 funta, bo zawsze szkoda mi kasy wydać na coś, co i tak tylko do mycia ma być:) Z YR miałam żel tylko raz, a właściwie nawet nie ja, tylko mój Facet, to był jakiś limitowany zapach i było to kilka lat temu, ale mi się podobał :) Niestety tutaj YR mam tylko online, ale za tydzień będę w Gdańsku, to wejdę do nich jak będę w Galerii Bałtyckiej :) Miałam też kilka żeli d Body Shop, ale to było dawno i już nie pamiętam za dobrze, chyba musiałabym się im mocno przyjrzeć :) Tak samo jak wciąż nie przyjrzałam się mocno temu podkładowi, o którym wspominałaś, bo nie chcieli mi dać próbaska :( Teraz właśnie zainteresował mnie Shiseidowy Synchro Skin, ale jak jest taki, jak Chanel Velvet, to chyba nie chcę...
      @Weronika - ja tam na składy nie patrzę, lubię tylko, żeby coś ładnie pachniało, myło i było dość wydajne, ale też nie za wydajne, bo się szybko nudzę :D

      Usuń
    3. Odnośnie podkładu z The Body Shop, mój zapał troszkę opadł, ale to chyba wynika z kaprysów mojej cery. Zdarzyło się, że się mazał i wchodził w pory etc. Innym razem tego nie robił.

      Usuń
    4. A ja znowu o nim zapomniałam :D Ale co tam, jest tyle innych na rynku, a poza tym mam jeszcze 5 podkładów (znaczy 3 podkłady i dwa kremy bb), które używam i one są dla mnie fajne, więc nie pali się z zakupem kolejnego, tym bardziej, że krzywda mi się nie stanie, jakbym coś z mojej kolorówki zużyła :D

      Usuń
  12. Moj beauty blender nie przezyl dwoch miesiecy :/
    Tusz Max Factor z zakrecona szczoteczka dopiero co sobie sprawilam. Lubie klasyk 2000calorie, wiec zobaczymy co z tego wyjdzie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio tak słabo? To bardzo niedobrze... Chociaż ja z moim się obchodziłam jak z jajeczkiem, a i tak wygląda jak wygląda po kilku miesiącach i to nie powinno mieć miejsca.
      Mi z 2000 Cal. odpowiada bardziej ten z zakręconą szczotą, ale mi generalnie się takich lepiej używa. Ciekawe, czy też Ci się spodoba, mam nadzieję, że tak :)

      Usuń
    2. Zdziwilam sie gdy jajo po prostu zaczelo sie pruc I rozpadac na czesci. Niemniej polubilam nakladac nim podklady. Musze zrobic porownanie Jajka bb z mehronem :)

      Usuń
    3. Moje chociaż nowe też już zaczyna się psuć, dlatego obchodzę się z nim delikatnie, ale jak dla mnie to trochę skandal, że za tyle kasy dostajemy tak nietrwały produkt...

      Usuń
  13. Podziwiam, że udało Ci się skończyć tą paletkę z UD. Mi się chyba nigdy nie uda skończyć żadnej :D Za dużo ich mam :D Z różem z NARSa mam podobnie i leży teraz sobie taki zapomniany w czeluściach :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zajęło to trochę czasu, ale jednak się udało. Uparłam się mocno, żeby ją zużyć. Teraz w ogóle staram się zużyć co nieco z kolorówki i używam jednej paletki, jednego różu, jednego bronzera itp. Tylko podkłady i pomadki się zmieniają :) Chciałabym skończyć z takim rezultatem, że z róży zostaną mi 3-4, bronzer jeden, rozświetlacze ze 2-3 i z 10-15 cieni do powiek, oczywiście pomadek 100000000 i podkładów 50 :D Tak sobie założyłam i do tego dążę :)
      Róż Narsa wg mnie jest trochę przereklamowany. Nie jest zły, ale też żaden szał i coś wyjątkowego, Benefitowy Coralista, czy nawet Sleekowy jakiś (nie znam nazwy) i Chanel i Bourjois mają takie odcienie, także tego...

      Usuń
    2. No to nieźle, ja ostatnio miałam takie podejście, ale po 2 miesiącach zmieniłam zdanie :D Mam teraz otwartych jakiś 15 podkładów i nadal szukam ideału. Takiego podkładu, który będzie "mój Ci on" :D Ale jakoś się zdecydować nie mogę :) Ja to zdecydowanie jestem cieniomaniaczką, mam tego tyle, że strach się bać :D A co do pomadek, to ostatnio zrobiłam porządek w mojej kolekcji i wiesz co? Zostawiłam około 40 sztuk i powiedziałam sobie, że jak kilku nie zużyję, to nie kupię następnej. Zobaczymy czy wytrzymam :D
      A co do tych zamienników, to miałam ten ze Sleeka i powiem Ci, że jest beznadziejny ten róż. Wcale to nie jest zamiennik, bo zostawia bardzo nachalny brokat na policzku.

      Usuń
    3. U mnie z biegiem czasu to podejście się tylko pogłębia :) Chciałabym pozużywać dużo mojej kolorówki, ale wiemy, że to się tak na raz nie da :) Ale widzę ubytek, także jest dobrze :) I już nie dokupuję tych kategorii, z których mam dużo produktów (róże, rozświetlacze, bronzery czy cienie), także może jeszcze coś pozużywam :D
      Naprawdę masz otwarte 15 podkładów? Wow :) W mojej całej kolekcji jest ich 5, z czego 3 to naprawdę podkłady i każdy jest zużyty do połowy, a dwa są kremami BB i też są trochę zużyte. Mocno się polubiłam z YSL Touche Eclat, chyba kupię sobie ten nowy (mam starą wersję), ale zobaczymy, na razie mam co używać :D Cienie staram się pozużywać, dwie paletki takie 10 z Inglota dałam mojej Siostrze, także została mi tylko paletka 15 taka Macowa, 2 palety z UD i dwie mała paletki z Maca (te takie 5 paskowe), mam nadzieję zużyć wszystko, żeby została tylko ta Macowa i będę dokupywać pojedyncze cienie do niej :)
      Czyli ze mną nie jest tak źle, skoro Ty po porządkach masz 40 pomadek :) Ja mam chyba z 46 obecnie (w tym też błyszczole) i jest mi z tym bardzo dobrze :D A jeszcze wczoraj sobie dokupiłam jedną z Maca na lotnisku :DDD
      Sleek nigdy mnie jakoś super nie ciągnął, także wiem, że istnieją, ale nic od nich nie miałam okazji używać, a z tego co piszesz nie mam co żałować :D

      Usuń
    4. Właśnie czytałam u Ciebie posta z tym podkładem YSL (Touche Eclat) i powiem szczerze, że mnie zaciekawiłaś tym podkładem. Ale ponieważ mam obecnie za dużo otwartych podkładów, więc się nie zdecyduję na niego, ale wpiszę go sobie na listę do wypróbowania w przyszłości :)
      Ja jestem fanką cieni, więc mam paletek baaardzo dużo :D Wolę nie liczyć :D
      Podziwiam, że masz paletek tak mało. Ja bym nie potrafiła się oprzeć kolejnym nowościom :)
      A co do pomadek, to faktycznie nie jest z Tobą tak źle, masz więc pełne rozgrzeszenie, aby kupić jeszcze kilka :D hehehe :D

      Usuń
    5. Hyhy, ja mam tylko 3 podkłady i 2 kremy BB, z czego podkłady mają jakąś 1/5 zawartości, także niebawem wszystkie mi się skończą:) Ale mam jeszcze niemalże pełne Bebiki, także będzie dobrze, a potem coś wymyślę, co nowego kupię :) Albo wrócę do czegoś, co już znam, bo szczerze powiedziawszy nie ma nic na rynku, co by mnie w jakikolwiek sposób urzekło :D
      U mnie cienie właśnie leżą i kwiczą przeważnie, także zabieram się za paletki, chcę pozużywać, co się da, wyrzucić to, czego na pewno nie będę używać i kupować nowe tylko wtedy, jak mi się jakiś skończy, ale to nie nastąpi szybko. Chciałabym, żeby została mi tylko Macowa paleta 15 na wymienne wkłady, które sobie można dokupić, ale kiedy zużyję wszystko do tego stopnia, że ta paleta sama zostanie, to ja nie wiem :D
      Policzyłam dokładnie pomadki, okazuje się, że wszystkiego razem mam 42, także nie jest źle, naprawdę nie jest źle :D Mogę jeszcze dokupić te dwie, co bym chciała z YSL i z Guerlain :D

      Usuń
  14. Gratulacje zużycia tyle kolorówki :) U mnie z tym jest najgorzej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie kolorówka leży i kwiczy, ale ostatnio sobie postanowiłam, że trochę pozużywam, bo mam tony tego wszystkiego, także się staram i używam :)

      Usuń
  15. Szacun! Pierwszy raz widzę tak idealnie zużytą paletę cieni :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na końcu musiałam ją trochę skubać i rozkruszać cienie, bo z tych rogów nie chciały wychodzić, a całość też do zdjęcia lekko przetarłam, ale tak - udało mi się ją całą zużyć, co mnie również napawa wielką dumą :)

      Usuń
  16. Ja nigdy nie moge zuzyc tych ciemnych kolorow w Paletce, moze zdradzisz jakis makijaz z tymi kolorkami?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiałabym zrobić osobnego posta na ten temat, a nie za bardzo mi wychodzą zdjęcia twarzy, także napiszę tylko - ja ciemne cienie czasami (jak chcę już desperacko zużyć) to używam na całą powiekę, a w innych makijażach w zewnętrzny kącik, takie mocno ciemne cienie służą mi do dodania głębi temu, co już zmalowałam trochę jaśniejszym kolorem w zewnętrznym kąciku, a często też robię na przykład czarnym kolorem z paletki kreskę używając go na mokro :)

      Usuń
  17. A taki hit ten róż... Myślałam nad nim, ale jak już, to kupię tańszy, a podobny Bourjouis :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem właśnie, dlaczego on jest takim hitem. Owszem, ładny to on jest i w jakości nie można mu nic zarzucić, a od Bourjois na pewno jest na policzkach trwalszy (miałam z Bourjois i chociaż mają ładne odcienie, to są strasznie nietrwałe na twarzy) i ogólnie ładniejsze ma opakowanie, ale nie rozumiem fenomenu :)

      Usuń
  18. wow ale świetne zużycia :) i tyle kolorówki,podziwiam ! udało Ci się zużyć całą paletkę cieni :)
    mi zuzywanie cieni idzie ok ale zawsze mam problem z tymi najciemniejszymi w zestawie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W bólach, ale jednak się jakoś udało, co mnie ogromnie cieszy. Docelowo chciałabym, żeby w moich zbiorach zostało 10-15 cieni, ani jednego więcej, także staram się zużywać cienie :)
      Ja najciemniejsze używam do dodania głębi w zewnętrznym kąciku, czasem też na całą powiekę, a często też robię nimi kreskę na mokro, także to pomaga, ale fakt, że jest je najciężej zużyć :)

      Usuń
  19. Świetne denko, Ala! I mnóstwo kolorówki udało ci się zużyć :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Ciężko nad tym pracuję:) Teraz pracuję nad zużyciem różu MAC Rosy Outlook (najstarszy w mojej kolekcji) i bronzera z Narsa (uwielbiam go, ale ma już wielką dziurę) i rozświetlacza ze Smashbox (też najstarszy z kolekcji) :D

      Usuń