niedziela, 4 września 2016

Guerlain Gloss d'Enfer 465, 466, 467

Miałam zamiar podzielić ten wpis na trzy części z uwagi na to, że pokażę Wam trzy produkty, ale ostatecznie doszłam do wniosku, że nie ma się co rozwodzić nad nimi osobno, skoro można je zgrabnie zmieścić w jednym poście. Napiszę dzisiaj o błyszczykach z Guerlain, które mam w kolekcji już bardzo długo, a które też nie wiedzieć czemu, nie pojawiły się jeszcze na blogu.
Przytoczę co nieco z opisu Sephorowego, żebyście wiedziały, z czym tu się mierzymy: "Błyszczyk do ust Gloss d'Enfer nadaje ustom pozornie niewinny wygląd pełen zuchwałego blasku i delikatnej prowokacji. Nieklejąca, miękka i delikatna tekstura Gloss d'Enfer rozprowadza się na ustach jak mgiełka. Skomponowana z olejków mineralnych i roślinnych, utrzymuje nawilżenie i miękkość warg. Intensywnie lśniąca, dodaje ustom migotliwego blasku, uwypukla je i podkreśla kształt. Prostota i kompaktowy format nawiązują do tuszu Cils d'Enfer, smukły i wydłużony kształt to obietnica pełnego kolorów uśmiechu. Kształt aplikatora jest idealnie dopracowany, aby precyzyjnie obrysować i wypełnić usta. Mini-zasobniczek nabiera właściwą ilość kosmetyku."
Moje kolorki to 465 Bubble Gum, 466 Dragee Bomp i 467 Cherry Swing. Oczywiście jak byłam na etapie lubienia błyszczyków to patrzyłam tylko na takie z drobinkami, także każdy z moich Guerlainowych błyszczoli ma mniejszą lub większą ich ilość.
Bubble Gum to średni, dość ciepły róż z delikatnymi drobinkami. Chyba mój ulubiony z całej trójcy, ma najmniej drobin i najbardziej korzystny dla mnie kolor. Przez mniejszą zawartość drobin ma też jakby więcej pigmentu kolorowego, co czyni go trochę mniej przejrzystym, niż dwa pozostałe.
Dragee Bomp jest chłodnym, dość jasnym zgaszonym różem, który nałożony sam na usta wydaje się niemalże niewidoczny, dlatego zazwyczaj nakładam go na pomadki w celu dodania im trójwymiarowości, ponieważ ten odcień zawiera złote i różowe drobinki, które pięknie odbijają światło. Drobinek jest jednak więcej, niż w Bubble Gum.
Cherry Swing to najbardziej drobinkowy błyszczyk z trzech, niby różowy, ale na moich ustach wygląda trochę jakby był czerwonawy. Drobin jest pierdyliard, także kwestia gustu, mnie się akurat to podobało (kiedyś).
Wszystkie trzy błyszczyki prócz ilości zawartych w nich drobin nie różnią się między sobą wiele. Każdy jest zamknięty w pięknym i jak przystało na Guerlain miłym dla oka opakowaniu. Pojemność 7,5 ml sprawia, że te produkty starczą nam na bardzo długo.
Gloss d'Enfer mają bardzo przyjemny zapach, podobny trochę do kuleczek z tej firmy. Niestety jest on dość mocny i się utrzymuje, także czujemy go pod nosem jeszcze przez jakiś czas po nałożeniu.
Aplikator jest bardzo komfortowy. Nabiera odpowiednią ilość, zazwyczaj na trzy razy mam usta pięknie pokryte kolorkiem.
Komfort noszenia, bo to pewnie Was interesuje. Otóż według mnie błyszczyki z Guerlain to jedne z najbardziej komfortowych błyszczyków, jakie miałam przyjemność używać. Mają delikatną formułę, delikatnie nawilżają (nawet jak nałożę na spierzchnięte wargi to po chwili nie mam już takiego dyskomfortu). Ponadto jak już pisałam przed chwilą aplikator jest precyzyjny i wygodny w użyciu. Maziajce te utrzymują się na moich ustach około dwóch, czasem dwie i pół godziny, potem muszę wykonać poprawki. Nie ma szans, że wytrzymają jedzenie i picie. Jeśli jednak nie będziemy nic konsumować to te dwie godziny będziemy je mieli na ustach bez obawy, że coś jest nie tak. Po tym czasie zaczynają delikatnie zanikać. Nie ma jednak brzydkiego zjadania się od środka, czy rozmazywania poza kontur. Nie tworzą też takich dziwnych białych skupisk (nawet nie wiem, jak to nazwać) w kącikach. W kwestii klejenia się na ustach też wypadają lepiej, niż inne tego typu produkty, mam wrażenie, że kleją się mniej niż na przykład Glossimery z Chanela.
Co do samych kolorów to Bubble Gum kupiłam sobie stacjonarnie macając go wcześniej, natomiast dwa pozostałe wzięłam w ciemno online na promocji i niestety jak można się domyślić nie do końca mi te kolory podpasowały, ale tak to jest, jak ktoś kieruje się swatchami w necie :D Najmniej lubię Cherry Swing, bo drobin ma zdecydowanie za dużo, w sztucznym świetle wygląda to przepięknie i generalnie na co dzień też go noszę, ale wybijają z tego koloru czerwonawe podtony i tak szczególnie mi on nie leży. Dragee Bomp natomiast w mojej ocenie jest dla mnie za jasny, ale czasem nakładam go na pomadki, a innym razem nakładam go na usta pomalowane uprzednio konturówką (kontur i wypełnienie) i wtedy mi się podoba. Sam - nie za bardzo, bo mam wrażenie, że wyglądam w nim trochę za mdło. Kto mnie czyta od dłuższego czasu to wie, że ja raczej się lubuję w wyraźniejszych kolorach. No i druga sprawa - pomimo naprawdę zacnej jakości to są błyszczyki, a jak już wspominałam wielokrotnie - wielką fanką błyszczyków nie jestem, także generalnie wszystkie trzy były zakupem z niewiedzy, co najbardziej na ustach lubię.
Porównanie kolorów:
Od lewej 467 Cherry Swing, 465 Bubble Gum, 466 Dragee Bomp.
467 Cherry Swing
465 Bubble Gum
466 Dragee Bomp
Czy mogę je polecić? Ze względu na jakość, zapach, pojemność, opakowanie, poziom nawilżenia, jaki dają i dostępne kolory (których na stronie Sephory jest 13) tak, zdecydowanie polecam. Niestety Guerlain nie poszalał za mocno z kolorami dla dziewczyn, które nie lubią drobinek, bo wydaje mi się, że wszystkie te odcienie mają ich mniejszą lub większą ilość, także w tym aspekcie to już co kto lubi. Ja osobiście uważam je za jedne z lepszych na rynku.

39 komentarzy:

  1. Byłam napalona na te błyszczyki, ale jakoś nie mogłam się zdecydować na kolor i odpuściłam. Potem dostałam kilka kolorów w postaci miniaturek od znajomej i....zaczął się dramat ;) Bardzo wysuszyły mi usta, zapach/posmak też tak średnio mi się podobał. Za to zgodzę się, że mają bardzo fajną formułę. Pomadki La Petite Robe Noire też u mnie się nie sprawdziły, fajne są i ładnie wyglądają, ale muszę mieć pod ręką balsam do ust bo inaczej po kilku godzinach wargi są bardzo spierzchnięte.
    Dostałam teraz w prezencie boską pomadkę w płynie z G. KissKiss Gloss i ciekawa jestem jak wypadnie, bo kolor <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam tak samo, znaczy z tym napaleniem :D Poszłam na stoisko i mi się większość odcieni podobała, ale ostatecznie wyszłam z Bubble Gum :) A potem była jakaś oferta online, czy tam Escentual zrobił minus 25% czy coś takiego i wzięłam jeszcze dwa, bo myślałam, że będą cacy :) I faktycznie są jak dla mnie cacy, tylko te dwa kolory nie do końca moje :D Ale zużyję, taki jest mój plan, podobnie jak niekupowanie żadnych pomadek do końca roku :D Pomadki La Petite też są na mojej liście, ale nie wiem, jaki bym chciała kolor i nie testowałam ich na ustach, znaczy testowałam numer 002, ale wg mnie jest trochę za jasna, także tej nie chcę :)
      Daj znać, jak ta pomadka Kiss Kiss Gloss, jestem bardzo ciekawa. Mimo tego, że nie lubię takiej formy (wolę standardowe pomadki), to chętnie czytam o błyszczykach i generalnie o produktach na usta :)

      Usuń
  2. rzeczywiście dosyć drobinkowe te błyszczyki, ale same kolory wyglądają pięknie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolory też mi się podobają, mimo że dwa kupione w ciemno. Bubble Gum na pewno zużyję najszybciej, a z tamtymi się zobaczy, ale jak już widać nawet po zdjęciach są już trochę nadgryzione zębem czasu, także może się uda zużyć :)

      Usuń
  3. Nie znam tych produktów, ale kolorki w 100% wpasowują się w moje gusta:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moje gusta tak w 100% wpasował się jeden, ale i tak nie jest źle:) Na szczęście nie kupiłam w ciemno nudziaków ;D

      Usuń
  4. Jestem trzy razy na tak! Piękności idealnie wpasowane w moją ulubioną kolorystykę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie delikutaśne :D Powiedziałabym, że dzienniaczki, ale dla mnie dzienniaczek to oczojebna fuksja, także wiesz :D

      Usuń
  5. Fajnie się prezentują, ale wolę błyszczyki Chanel Levres.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem jakość porównywalna, tylko te się mniej kleją i jest ich chyba trochę więcej, a do tego pachną (choć zgodzę się, że to kwestia osobistych preferencji):)

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Ja też lubię mimo tego, że to błyszczole, a nie pomady :D

      Usuń
  7. Ja ja ja ja mam Cherry sprawiałam sobie i go uwielbiam za wszystko;D Bubble miałam w rękach bo też kupiłam ale on poszedł do Aguś jako prezent urodzinowy ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam ten błyszczyk od Ciebie Kochana :*

      Usuń
    2. Jak lubisz drobineczki do Cherry jak znalazł :) A Bubble moim zdaniem najładniejszy z nich trzech :)

      Usuń
    3. A to następnym razem sobie Bubble sprawię ;D ja właśnie antydrobinkowa jestem ale tu to toleruję ;D

      Usuń
    4. Bubble ma mało tych drobin i jak najbardziej dla większości osób będzie to tzw. dzienniak :D

      Usuń
  8. Nie przepadam za takim wykończeniem i wyglądem błyszczyków, zdecydowanie bardziej wole te kremowe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bubble Gum jest taki trochę bardziej kremowy:) Ale wciąż jest mało kryjący, to prawda:) Mnie jakoś kremowe błyszczole nie kręcą, w ogóle błyszczyki jakoś nie bardzo mnie kręcą, także wiesz - teraz tylko się modlę, żeby je jak najszybciej zużyć :D

      Usuń
  9. Przemówił do mnie cherry swing, jednak odzwyczaiłam się już od błyszczyków. U mnie rządzi mat:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze możesz kupić i używać na matowe pomadki, to świetnie wygląda :)

      Usuń
  10. Bubble uwielbiam ! te błyszczyki są genialne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bubble jest śliczny i do tego pięknie wygląda na ustach :)

      Usuń
  11. Nie przepadam za błyszczykami, ale te na jakieś szybkie wyjście by tylko delikatnie podkreslić usta wyglądają całkiem nieźle :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie przepadam, ale jak już kupiłam, to by wypadało zużyć :DDD Jednak jak się zużyją, to więcej nie kupię, bo wolę pomadki :)

      Usuń
  12. Odpowiedzi
    1. Takie różowe, migocząco - mrugające :D

      Usuń
  13. Ja nie do końca jestem z tych 'drobinkowych' na palcach mogłabym policzyć błyszczyki z drobinkami, które posiadam i ilość razy kiedy lądowały na moich ustach. Zazwyczaj z nimi jest tak, że jak już wyschną/ zestrą się to te drobinki wyglądają jak zastygnięty piasek lub spiechrznięte usta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zauważyłam takiego efektu, ale może to dlatego, że przeważnie nie dopuszczam do całkowitego starcia się tej wilgotnej warstwy. Zawsze poprawiam go zanim cokolwiek zostanie suche. Jednak nawet jak czasami nie poprawiam, to nie zauważyłam takich suchych drobin, one jakoś tak się zjadają razem z błyszczykiem :D

      Usuń
  14. powiem Ci, że pomimo tych drobin wszystkie mi się podobają. Nawet ten, który ma ich pierdyliard :D lubię błyszczyki po kilku dniach noszenia matowych pomadek. Aktualnie robię czystki jak już wiesz. Część jedzie do mamy (szybko sobie z nimi poradzi!), a część będę sukcesywnie zużywać. Na szczęście nie mam wielu błyszczyków, gorzej jest z pomadkami, ale na to daje sobie czas. (te trzy nudziaki, o których mówiłam cały czas mam na względzie!:D)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też się podobają, na ustach ten najbardziej drobinowy mi się najmniej podoba, ale nie ze względu na drobiny, tylko ze względu na kolor :) Podchodzi trochę pod czerwony, a ja nie jestem super fanką czerwieni, chociaż wiem, że dobrze wyglądam w zimnej czerwieni na ustach, ale jednak to nie jest "mój" kolor :)
      U mnie też czystki, za miesiąc jadę do Pl i już odłożyłam 5 błyszczyków, żeby dać Mamie i Siostrze :D Zostaną mi wtedy chyba 3, a jeszcze z tych trzech jeden chciałabym wybrać, żeby im oddać. No i kilka pomadek, jeśli mi żal dupy nie ściśnie na tyle, że nie będę w stanie oddać pomadek :D Ale już sam fakt, że jestem w stanie oddać błyszczyki jest ok :)
      Reszta pomadusiek może u mnie zostać, nie dokupię nowych i będę zużywać te, co lubię mniej i koniec końców zostanę z idealną kolekcją :D Już na pewno nie kupię matów i retro matów z Maca, ani generalnie żadnych matów :) To wiem :D

      Usuń
    2. OOOOoooo nie, pomadek to ja bym nie oddała :D hahahahhaahah już wole sama zużywać, jakoś mi to idzie :D Wiesz, że ja chyba też już retro matów nie kupię? pomimo tego, że kiedyś za nimi szalałam (dzięki temu mam ich najwięcej!!!), to teraz rzadko używam takich wściekłych kolorów. Dlatego ciężko zdenkować mi Flat Out Fabolous, Ruby Woo czy All Fired Up. Dobrze w nich wyglądam, ale nie nosi mi się ich już tak komfortowo i bezproblemowo jak kiedyś :/

      Usuń
    3. Ja chyba oddam, znaczy na pewno oddaję te dwa nudziaki, bo nałożyłam ostatnio i się sobie w tym nie podobam. Wiem, że nie będę tego nosić, to bez sensu to trzymać. Po prostu w nude wyglądam kiepsko. Ja uważam, że wyglądam cudownie w tych kolorach matowych, które mam (a mam Flat Out Fabulous, All Fired Up i Pink Pigeon), ale ze względu na fakt, jak one wyglądają na ustach po kilku godzinach, trudności w nakładaniu bez odpowiedniej bazy i przesuszeniu moich ust na wiór stwierdzam, że wolę mniej trwałą pomadkę, ale żeby ona wyglądała pięknie i soczyście. Mnie się matowy efekt nie podoba...

      Usuń
    4. Nie, no jeśli i tak ich nie będziesz używać, bo źle się w nich czujesz, to faktycznie bez sensu. Powiem Ci szczerze, że mi się mat nadal podoba, ale już nie tak jak kiedyś. Wolę mniej trwałe wykończenia, ale bardziej komfortowe w noszeniu, piąteczka! :)))

      Usuń
    5. Dokładnie, a jeszcze to, że mam je komu oddać to już w ogóle mnie cieszy :) Nie muszę wywalać drogich pomadek, które były nietrafionym zakupem :)
      Mnie osobiście mat się nigdy nie podobał. To znaczy podoba mi sie zaraz po nałożeniu, ale to, jak usta wyglądają po kilku godzinach noszenia już mi się nie podoba, jakby skorupa taka. Także wolę coś, co da mi więcej "soczystości" :)

      Usuń
  15. Mam 4 błyszczyki z Guerlain, chyba nawet mam wszystkie te kolory, które prezentujesz :) Fajnie się u mnie noszą, ale osobiście i tak wolę Chanel :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio? :) A to Ci przypadek :D
      Dlaczego wolisz Chanel? Wg mnie one są ociupinkę gorsze, ale jestem ciekawa opinii innych :)

      Usuń
  16. Ja mam ten błyszczyk w złotym kolorze i jestem naprawdę zadowolona (planuję też zakup chłodnego różu Fuchsia Ding), choć bardziej wolę błyszczyki, które tworzą taką grubszą warstwę i dają tym samym wrażenie powiększonych ust.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, o jakie Ci chodzi ;) Ja za błyszczykami nie przepadam, to znaczy są ok, ale moją miłością są pomadeczki, także resztę błyszczoli jakie mam zdecydowałam się oddać Siostrze, zostawię sobie tylko jeden i jedną pomadkę w płynie Chanela. Musze jednak powiedzieć, że te błyszczolki z Guerlain są naprawdę dobrej jakości i nie mam im nic złego do zarzucenia. Po prostu WOLĘ pomadki :)

      Usuń