sobota, 30 sierpnia 2014

Estee Lauder Clear Difference

Przychodzę dzisiaj z recenzją serum, które ostatnimi czasy było bardzo zachwalane w blogosferze, tak bardzo, że sama nie mogłam się powstrzymać i w końcu kupiłam, żeby się przekonać, czy faktycznie takie świetne. A czy uważam je za świetne dowiecie się w dalszej części posta.
Posłużę się jak zwykle opisem działania tego specyfiku ze strony Wizaż.pl:
Produkt powstał w oparciu o nowatorską technologię Triple Action Clarity Technology, zwalczającą problem wyprysków u źródła i minimalizującą ich częstotliwość i dokuczliwość. Łagodna dla skóry formuła skutecznie zapobiega powstawaniu zmian skórnych i reguluje poziom błyszczenia się skóry, ograniczając równocześnie widoczność porów. Serum nawilża skórę, nie podrażnia jej - jest wystarczająco łagodne, by umożliwiać codzienną aplikację.
W wyniku jego stosowania skóra staje się dużo czystsza, świeża i idealnie gładka.
Lekka, jedwabista, wygodna w użyciu płynna formuła zawiera delikatnie aromatyzowaną mieszankę roślinną o zapachu odświeżającej mięty i eukaliptusa.
Eksperci Estée Lauder w odpowiedzi na potrzeby czystej, nieskazitelnej skóry opracowali nową, kompleksową technologię oczyszczania skóry - Triple Action Clarity Technology (Technologię Potrójnego Oczyszczania) zawartą w produktach Clear Difference. Ten unikalny, wielowymiarowy system stworzony na bazie wyjątkowego połączenia kwasu salicylowego, glukozaminy i listownicy cukrowej (Laminaria Saccharina) działa na trzech komplementarnych poziomach:
Przerywa cykl pojawiania się wyprysków – dzięki sprawdzonym właściwościom kwasu salicylowego system Clear Difference koncentruje się na miejscowym leczeniu oraz zapobieganiu nowym wypryskom. Oczyszczanie skóry przeciwdziała blokowaniu porów przez zanieczyszczenia i wydzieliny skórne, a w konsekwencji ogranicza zmiany skórne do minimum.
Wygładza i koi skórę – wysokie stężenie glukozaminy (pochodnej cukru o udowodnionych naturalnych właściwościach oczyszczających) reguluje metabolizm komórek skóry, usuwając obumarłe komórki naskórka, co zapobiega częstej przyczynie wyprysków - zatykaniu porów wydzielinami skórnymi. Połączenie wyciągu z alg morskich, sacharozy i kofeiny o silnie kojącym działaniu ogranicza zaczerwienienia i dyskomfort, jaki wywołują zmiany skórne. Formuła błyskawicznie koi i nawilża skórę, ukazując jej czyste, gładkie oblicze.
Kontroluje produkcję sebum i ogranicza widoczność rozszerzonych porów – ekstrakt z morskiej rośliny zwanej listownicą cukrową (Laminaria Saccharina) reguluje poziom produkcji sebum, oczyszczając i ściągając pory.

Moja buteleczka zawiera 30 ml, ale jest jeszcze wersja 50 ml i 75 ml. Ja na początek nie chciałam brać większej, bo i tak już mam dużo serum w zapasie, więc uznałam, że trzydziestka będzie w sam raz. 
Opakowanie w stylu Estee, bardzo ładnie wygląda na toaletce. Całość jest z matowanego szkła w kolorze zielono-niebieskim (turkusowym?), ale dobrze przez nie widać, jak dużo preparatu nam zostało. Oczywiście jak zawsze u Estee mamy tutaj pompkę, która się nie zacina i wypluwa dokładnie taką ilość produktu, na jaką mamy ochotę.
Konsystencja jest dość rzadka, a zapach troszkę ziołowy, może być minimalnie wyczuwalny przy nakładaniu na buzię, jednak po chwili wcale go nie czuć. W każdym razie mi - zapachowemu maniakowi nie przeszkadza. 
Zazwyczaj do nałożenia na twarz wystarczało mi jakieś 2 i pół pompki i opakowanie 30 ml zaraz dobije dna, czyli oznaczać to będzie, że starczyło mi na około 1,5 miesiąca przy codziennym używaniu rano i wieczorem, co uznaję za dobry wynik, bo u mnie wszystkie produkty tego typu o pojemności 30 ml przeważnie starczają na 1,5 miesiąca. 
Serum bardzo szybko się wchłania, nie zostawiając żadnej tłustej warstwy, wręcz przeciwnie, mamy wrażenie, że skóra jest delikatna i miękka w dotyku, taka trochę satynowa. Oczywiście na to aplikowałam zawsze krem, a na to zależnie od tego, czy było rano, czy wieczór to makijaż, albo nic. W obu przypadkach sprawdza się wyśmienicie.
Co do obietnic producenta to muszę trochę więcej napisać, ponieważ miałam na początku taką przygodę, że myślałam, że po nim mnie wysypuje, a jednak okazało się, że to wina tabletek na włosy z drożdżami, odstawiłam je i muszę powiedzieć, że Clear Difference pomogło mojej cerze wrócić do normy, to znaczy wiadomo, pojawiają mi się sporadycznie jacyś nieprzyjaciele, ale to nie jest to, co było jak brałam te tabletki na włosy. I ja głupia już zwalałam całą winę na to biedne serum:)
Najbardziej jednak w jego działaniu spodobało mi się zminimalizowanie błyszczenia się skóry. To znaczy wiecie, cudów nie ma, skóra nie zostanie matowa na cały dzień, ale podczas stosowania zauważyłam, że jednak mniej się błyszczę. Mam tu oczywiście na myśli taki błysk skóry już po kilku godzinach spowodowany wydzielającym się sebum, a nie efekt który mamy na twarzy po nałożeniu pudru rozświetlającego, bo przecież wiadomo, cera wtedy też jest trochę błyszcząca. Co do widoczności porów to też muszę się zgodzić - są zmniejszone, chociaż nie mam z nimi jakichś wielkich problemów, ale jednak to zauważyłam. Nie spowodowało u mnie wysuszenia, ani uczulenia, czego się obawiałam, bo jednak kwas salicylowy to nie jest dobra rzecz do użytku codziennego, a jednak jak widać można. Nie widzę, żeby skóra wyglądała jakoś spektakularnie lepiej, ale źle też nie jest i moim zdaniem Clear Difference wywiązuje się z obietnic producenta.
Skład:
Podsumowując jestem bardzo zadowolona, że kupiłam i spróbowałam i pewnie za jakiś czas do niego powrócę, ale najpierw zużyję trochę zapasów.
A Wy używacie serum do twarzy? 
Moja ocena: 8/10

40 komentarzy:

  1. Mnie ta minimalizacja błyszczenia kusi, mam Z tym spory problem:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście jak napisałam to nie jest całkowite usunięcie błyszczenia, ale faktycznie cera świeci się mniej, także warto:)

      Usuń
  2. Mam na niego straszną ochotę i na pewno je kupię! Też mam problem z błyszczeniem skóry, na razie znalazłam cudowny środek na mój problem, jak go wykończę to biorę się za EL:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co to za cudowny środek Kochana?:)

      Usuń
    2. baza Algenist, niedługo recenzja

      Usuń
    3. Chętnie poczytam, co tam dobrego ona robi:)

      Usuń
  3. Jak wiesz ja uwielbiam o serum ! ja do niego też na pewno powrócę ! właśnie korzystam z zapasów ale jak skończę to serum do mnie wróci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje zapasy i tak ciągle są jeszcze wielkie, ale też nie wykluczam powrotu, cóż, nie spodziewałam się, że będzie takie dobre:)

      Usuń
  4. Liczyłam, że będziesz na niego narzekać i że jedynym plusem będzie opakowanie ;) a tak jednak musze go sama kupić jak wykończę wersję Ideallist ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę narzekać, bo zły nie jest:) Może też nie jest jakimś cudem i się zachwycać również nie będę, ale myślę, że jest wart wypróbowania:)

      Usuń
  5. Ten nowatorski sklad taki nowatorski nie jest i przypomina stare serum;) A kwas salicylowy w takim stezeniu pomoze sam w sobie tylko ma odwracalne dzialanie:)Jak to BHA.
    Ja myslalm ze Ty masz inny rodzaj cery a tu prosze masz mieszanca?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przecież zawsze mówiłam, że mam mieszaną ze skłonnością do przesuszenia, w moim profilu urodowym ta informacja była od początku bloga.
      A co do serum to jakie "stare" masz na myśli? Przecież EL wypuścił Clear Difference jako nowość:)

      Usuń
    2. ale jak w strone sucha to takie serum raczej niebardzo:) Albo ja mam inne rozeznanie co do mieszanej w kierunku suchej:/ Dwa skladniki miala w poprzednim serum:) A kwas salicylowy nowatorski nie jest:) O to mi chodzilo

      Usuń
    3. Mimo tego, że mieszana w stronę suchej to to serum nie zrobiło mi kuku, a wręcz przeciwnie:) Właśnie chodziło mi o to, żebyś mi napisała, co to za "poprzednie" serum, bo nie wiem, o jakim myślisz:)
      A kwas salicylowy to wiadomo, żadna nowość, ale ważne, że EL to dobrze sprzedać potrafi:)))

      Usuń
  6. Teraz koncze serum klapp, a wtedy zabieram sie za biotherm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego pierwszego nie znam, ale z Biothermu też mam w zapasie serum, a jakie Ty masz?:)

      Usuń
    2. Skinergetic.
      Klapp to taka gabinetowa marka.

      Usuń
    3. Chyba właśnie też to mam, a może mam krem z tej serii? Nie pamiętam:)
      Daj znać, jak Ci się spisuje, moje EL dzisiaj rano dobiło denka:(

      Usuń
  7. Intensywnie rozmyślam nad zakupem, ale wciąż mam wątpliwości jak zaraguje moja cera. Jednak serum to zbiera tak pozytywne opinie, że może ulegnę ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że czytałam posty bardzo zachwalające i takie dość neutralne też, ale w dobrym kierunku, ja sama uważam, że to serum jest spoko, chociaż nie jest to żaden wielki szał, ale myślę, że warto wypróbować:) Zawsze możesz najpierw poprosić o próbencję:)

      Usuń
  8. Mam ochotę na to serum i kiedyś na pewno będzie moje. Obecnie muszę zużyć zapasy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, zapasy mi nie przeszkodziły kupić tego serum:) I tak się je zużyje prędzej czy później, także kup teraz:):P

      Usuń
  9. ja mam serum z Kiehl´s i je uzywam na noc :) na dzien wole kremy :)
    teraz mam ochote na mieszanke kremu i serum od Biotherm :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo, a ten Kiehl's dobry? I jaki ma zapach? U nas ostatnio wprowadzili to do Debenhamsa i się zastanawiałam, czy toto dobre, napisz coś o tym serum, może pościk jakiś?
      Ja właśnie zarówno na noc jak i na dzień używam serum, a na to zawsze krem i tak:)
      W zapasach mam serum z Biotherm, ale jeszcze do niego długa kolejka:D

      Usuń
  10. Lubię pompki :) Dlatego też doceniam produkty właśnie z nimi :) Jednak nie miałam tego produktu, zresztą jakoś się nie mogę przekonać do pielęgnacji z EL...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie od nich kremy się mniej sprawdzają, ale za to sera bardzo dobrze, chociaż tego najbardziej kultowego jeszcze nie używałam, choć leży w zapasie:)

      Usuń
    2. Ja mam próbkę 5 ml tego kultowego. Zużyłam pół i rewelacji nie ma...

      Usuń
    3. O kurde, no toś teraz powiedziała... A ja już mam w zapasie 30 ml butlę, mam nadzieję, że mi przypasuje chociaż trochę...

      Usuń
    4. Ja bym się a bardzo nie sugerowała na Twoim miejscu, bo ja jakoś tak mam, że produkty z EL mnie nigdy nie zachwycają... Zdecydowanie wolę Shiseido czy Lancome.

      Usuń
    5. U mnie Shiseido działa świetnie, Lancome też się spisuje na medal, a EL to kremy nie bardzo mi jakoś podchodzą, chociaż ten pod oczy ANR jest świetny, właśnie go używam i normalnie rewelacja, na pewno kupię ponownie, ale te do twarzy to tak średnio, chociaż wydajne są jak diabli. Z kolei sera robią mojemu ryjkowi dobrze, więc może to ANR nie będzie złe:)

      Usuń
    6. Ja teraz testuję (dzięki kusicielce Marti) Eisenberg i powiem szczerze, że zaczyna do mnie przemawiać ;) Tylko cena nieco zapał studzi :D

      Usuń
    7. Mnie jakoś Eisenberg nie woła tak mocno, to znaczy chciałabym coś przetestować, ale nie jestem chora na tą markę, poza tym nie mam dostępu, to też inaczej:) A cena to wiadomo - poraża, jak zawsze w przypadku naszych chciejstw:D

      Usuń
    8. Oj tak, ja właśnie wczoraj, dzięki przemiłej konsultantce, znowu dostałam dwie duże próbki. Sprawdzam teraz i zobaczymy czy wyjdzie z tego jakaś love ;)

      Usuń
    9. Ale z Dżordża czy z Eisenberg? Jak oceniasz w ogóle te produkty z Eisenberg?

      Usuń
    10. I z tego i z tego :) Te z Eisenberga całkiem całkiem :) Na razie nic nie powiem za dużo, bo dopiero testuje kilka dni. Dam znać za kilka dni :)

      Usuń
    11. Będę czekać w takim razie na Twoją relację z używania:)

      Usuń
  11. Hm... Hm. Ok, chyba mnie przekonałaś - ale teraz to wpisuję na listę gwiazdkową :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A pewnie, niech Gwiazdor przyniesie, a co! :DDD

      Usuń